discrust|blog

slow fucking life — slow fucking internet

:: Ondřej

na Gliwickiej żużlowe brzęczenie, powietrze w zastoju, a popołudniowy, duszny woal pozwala jedynie na półoddechy. jeśli tylko możesz, ukryj się w knajpie z klimą, wypij mrożoną kawę, albo wodę z cytryną! — słyszę jej głos w słuchawce. głos pełen udawanej beztroski i zmęczenia. głos ledwo maskujący pretensje, że nie zostałem w domu, że nie będzie mnie na grillu z weekendowymi korpo-rewolucjonistami w nowiutkich koszulkach z lewackiej szmaty. nie będzie mnie, bo mam zgagę od grillowanego kabaczka w marynacie. i wysypkę wkurwów od dywagacji obcych mi snobów poprzebieranych za klasę ludową (bo robotnicza nie przechodzi im przez gardła).

w tym szynku nigdy nie było takich wynalazków, jak mrożona kawa, ale sporo się tu zmieniło w ostatnich latach. piję półchciwie, żeby szybko nie osuszyć szklanki, a kostki lodu stukają o szkło. w telewizorze pod sufitem transmisja tego samego żużlowego meczu, który odbywa się kilkaset metrów stąd. jest i klima. jest barmanka o bardzo ładnej, smutnej twarzy. są chopy wgapione w krążące na ekranie motocykle i wlewający w siebie tyskie.

pojadę dziś do Ostravy, na grób pana Ondřeja. Ondřej malował widokówki i miniaturowe obrazki, które pokrywał bezbarwnym lakierem i rozdawał znajomym, a obcym sprzedawał za parę koron. budynki walcowni, kopalniane szyby, kościoły i puste niedzielne ulice; ludzie mówili, że Ondřej namalował całe Vítkovice, a jego miniaturki wisiały w niejednej ostrawskiej hospodzie. ileż tych jego widokówek musiało wisieć na słomianych matach, w czechosłowackich domach, ile leży do dziś na strychach, w pudełkach po czekoladkach!

Czytaj dalej...

:: total minimal

tekst pierwotnie ukazał się na mojej kapsułe Gemini: gemini://nuclear.diy.net.pl

paradygmat “bycia w sieci”, jakkolwiek różnorodnie pojmowany, sprowadza się generalnie do (przemożnej) chęci pozostawianią własnych ślimaczych śladów na powierzchni internetu. mniejsza o atencję, ekshibicjonizm i inne powody, dla których koniecznie chcemy w sieci być tak, aby choć garstka ludzi naszą bytność zauważyła...

nie jest to tekst o tym, jak opuścić faceshita, X, czy insta, bo big-tech chlewnia leży kompletnie poza obszarem mojego zainteresowania. chodzi o świadome ograniczenie pojawiania się w necie, również w obszarach FOSS. chodzi o totalną dekonstrukcję tego paradygmatu, gdzie właśnie nie atencja, lajki i zasięgi są jakimś celem, lecz przede wszystkim skupienie się na odbiorcach w danym gronie i nieśpieszne pielęgnowanie interakcji, bez ciśnienia i maksymalizacji narzędzi i treści.

takie podejście stoi raczej w sprzeczności z filozofią działania większości antisocial mediów (wliczając w to np. Mastodona); to PRZESYT natłokiem i ilością śmiecia w necie motywuje mnie do kroków w stronę “total minimal”.

Czytaj dalej...

:: ¡NO PASARÁN!

cała chlewnia polityczna w PL, ramię w ramię, uskutecznia goebbelsowski show antyimigracyjny. od Tuska, przez całą tą żałosną koalicję, przez PiS, po nazioli z Konfy i spoza niej — wszyscy przykładają rękę do tego pieprzonego teatru kłamstwa, manipulacji, nienawiści i ksenofobii. co bardziej “dociekliwi eksperci” będą ten ogrom faszystowskiej propagandy niuansować, stopniować, łagodzić i wpychać na chama w “ramy dyskursu”. nic to jednak nie da.

znajdujemy się w przededniu fali antyimigranckich demonstracji w całej Polsce, organizowanych przez nacjonalistyczno-faszysyowskie tałatajstwo. tutaj nie ma miejsca na dyskusje, debaty, ujęcia polityczne i inne pierdololo; ta belkotliwa mielonka zapycha wszelkie Onety, TVNy, TVP, Polityki i inne mainstream-media. znajdujemy się w miejscu, gdzie — jak w latach 90-tych XX wieku — należy masowo wyjść na ulice i fizycznie zatrzymać ten faszystowski pochód głupoty i nienawiści. raz na zawsze wypchnąć z przestrzeni publicznej ideologie pogardy dla drugiego człowieka i rasistowski bełkot!

Czytaj dalej...

:: uwolnij swój komputer i smartfon

Słów kilka o tym, jak poczuć się bezpieczniej w sieci i olać dyktat big techów

tekst mojego autorstwa, pierwotnie ukazał się w wersji papierowej w najnowszym numerze anarcho-punkowego zina Chaos w Mojej Głowie (#31, lato 2025)

Bezpieczeństwo i wolność w sieci to tematy intensywnie eksploatowane od dłuższego czasu. Są rozległe, wielowątkowe i w zdigitalizowanym świecie, dotykające coraz więcej obszarów prywatnego życia.

Ja chciałbym się skupić na naprawdę elementarnych kwestiach bezpieczeństwa i wolności w sieci, również w kontekście aktywności anarchistycznej. Tematyka jest bardzo rozległa, dlatego też ów tekst będzie wyłącznie małym przewodnikiem po tym, co można zmienić na własną rękę i na miarę własnych możliwości w swoich urządzeniach połączonych z internetem.

Dodam, że “do worka z bezpieczeństwem” wrzuciłem również temat porzucenia antisocial-mediów na rzecz wolnych i zdecentralizowanych rozwiązań funkcjonujących poza kontrolą big techów, rozwiązań, gdzie mamy kontrolę nad danymi i informacją, która nie jest towarem na sprzedaż.

Nie będę tracił Waszego cennego czasu na “porady” w stylu: jak zabezpieczyć WhatsAppa, jak zadbać o swojego Windowsa, etc. Jeżeli mamy poważnie potraktować temat zabezpieczenia siebie i swojego sprzętu w necie, musimy podjąć konkretne kroki i zmienić dotychczasowe przyzwyczajenia. Nie ma innej drogi. Warto jednak podkreślić, że zmiana w tej materii zaprocentuje i sami:e przekonacie się, że warto poświęcić trochę czasu, aby w maksymalny sposób odseparować się od oceanu gówna i śmiecia z internetu.

Jeszcze jedno — zaproponowane poniżej rozwiązania NIE zapewnią wam stuprocentowego bezpieczeństwa. W warunkach, nazwijmy je domowymi, zabezpieczenie na 100% nie istnieje i warto o tym pamiętać. Tutaj zapoznasz się ze swoistym BHP w necie i w kręgu wolnego — od wolności — oprogramowania.

Czytaj dalej...

:: morskie oko

poprzegryzać ścięgna, wgryźć się w ciało, uwolnić więzy i sto razy umrzeć, po stokroć przestać istnieć, na sto lat zniknąć. tak trzeba, tak właśnie należy wkupić się w łaski nie-bycia.

za ścianą pęcznieją i mnożą się zwichrowane organizmy bez iskry stwórczej. przez pączkowanie, w nieładzie trwa wykwit profanum. za ścianą ma miejsce proces życia-gnicia, wypluwania zawiesiny z tkanek i wycieków. wszyscy mówią, że to całkiem normalne. kiwają głowami ze zrozumieniem, rozpadają się i wsiąkają w lichą glebę. w byle jak wykopane doły, sześć stóp pod powierzchnią...

Czytaj dalej...

:: dub i dym

to samo skrzypienie. w ciasnej powietrznej bańce kilka wyuczonych ruchów — nic więcej. trwanie do pierwszego porannego pociągu, świszczącego w oddali o 4:20. trwanie do pierwszych ptasich treli. trwanie do antraktu. dub i dym.

niebawem ten przyjemny, ożywczy chłód przestanie śmierdzieć tlącym się plastikiem. niebawem będzie czym oddychać, ale nie będzie komu zachrzęścić w męczącym kieracie: wdech-wydech. tak właśnie będzie — nie będzie komu...

Czytaj dalej...

:: zrób sam, nie marnuj jedzenia, pomagaj innym! DIY!

Przyszłość będzie nasza Mimo wrogich krzyków Bo my rośniemy tu Niczym kwiaty na śmietniku Więc jeśli masz już dosyć Być trybem w tej maszynie Uderz w politykę Myślą, mową i uczynkiem!

DEZERTER — Uderz w politykę

punkowe życie jest fajne, wiadomix. może też być przy okazji oszczędne, świadome bezprecedensowego marnotrawstwa żywności i... kreatywne w walce z tą plagą...

poniżej kilka praktycznych wskazówek i sugestii, jakie mogą wam pomóc w codziennym gotowaniu i zdobywaniu jedzenia. jedne są oczywiste, inne nieco mniej – ważne w tym wszystkim jest to, by w miarę własnych możliwości ruszyć głową i samemu:ej ułatwiać życie sobie i innym!

Czytaj dalej...

:: gips-karton

widzisz? widzisz już? w ścianach dziury po pięściach, w kartongipsie wkurw zaklęty. przez otwory bezsilność łypie, w gipsowej bieli wkładka z czarnych literek, jak mrowie rozsypanych pre-tekstów, jakie widziałem niegdyś w cieszyńskim muzeum...

w Śląsk duszony nocnym smogowyziewem, kartongipsowymi dziurami wypuszczam hiszpańskie Sin Dios. lecą, lecą anarchistyczne hałasy nad Gliwicami i Pyskowicami, a Lem siedzi w kącie na fotelu z Ikei, w czarnej, lichej okładce z komunistycznej kartonpulpy — bieda-wydania dla zgłodniałych wykładów Golema.

Czytaj dalej...

:: magiczna rana

niedawno słuchałem Doroty. najpierw ktoś ją czytał, po czym sama Dorota mówiła siebie, a wszystko to działo się na spotkaniu zwanym autorskim. nie pamiętam, jak wyglądała Dorota, ale doskonale pamiętam jej głos i spokojne opowieści o rozpadzie, rozwarstwieniu, o dobrym, ludzkim gniciu.

skoro autorka emanowała spokojem, ja również przesuwałem się powoli ze zdania w zdanie, jak na gładkiej tafli lodu niewiadomego pochodzenia.

Czytaj dalej...

:: trik

dobrze, że już cię nie ma. w tej okolicy. jak wzrokiem sięgnąć — przyjemnie pusto. tak wyraźnie nic nie mówią mi drobiazgi, jakie po tobie zostały; rzecz nie w zapomnieniu, czy w drgającym wymazywaniu tego, co jeszcze gdzieniegdzie się zachowało. rzecz w tym, że nie możesz zagłaskać swoich własnych wątpliwości. choć uwielbiasz udawać, że coś się nie wydarza, to wydarza się po stokroć, wciąż i wciąż. ale nie tutaj. nie w tej okolicy.

wraz z ową pustką pod ręką, czekam na wichurę i skłębione fale przypiętych do horyzontu książkowych sztormów. niech tylko mgła opadnie... wyjadę z Rijeki, wyjadę z miasta, odepnę się, oderwę. wypluje mnie jakiś poranek na przedmieścia, a potem dalej i dalej. z punktu do punktu, ściegiem meandrujacym.

Czytaj dalej...