:: total minimal

tekst pierwotnie ukazał się na mojej kapsułe Gemini: gemini://nuclear.diy.net.pl

paradygmat “bycia w sieci”, jakkolwiek różnorodnie pojmowany, sprowadza się generalnie do (przemożnej) chęci pozostawianią własnych ślimaczych śladów na powierzchni internetu. mniejsza o atencję, ekshibicjonizm i inne powody, dla których koniecznie chcemy w sieci być tak, aby choć garstka ludzi naszą bytność zauważyła...

nie jest to tekst o tym, jak opuścić faceshita, X, czy insta, bo big-tech chlewnia leży kompletnie poza obszarem mojego zainteresowania. chodzi o świadome ograniczenie pojawiania się w necie, również w obszarach FOSS. chodzi o totalną dekonstrukcję tego paradygmatu, gdzie właśnie nie atencja, lajki i zasięgi są jakimś celem, lecz przede wszystkim skupienie się na odbiorcach w danym gronie i nieśpieszne pielęgnowanie interakcji, bez ciśnienia i maksymalizacji narzędzi i treści.

takie podejście stoi raczej w sprzeczności z filozofią działania większości antisocial mediów (wliczając w to np. Mastodona); to PRZESYT natłokiem i ilością śmiecia w necie motywuje mnie do kroków w stronę “total minimal”.

znikanie z netu, z konkretnych miejsc, jest procesem do bólu indywidualnym i nie ma tutaj żadnego “złotego środka”. każdy:a ma swój wór pełen kont na takich, czy innych platformach. ich skasowanie / wyciszenie / zamrożenie, to niejako pierwszy krok. bo tak. naprawdę cała radocha że znikania z sieci zaczyna się potem; okazuje się, że mamy w cholerę czasu na rzeczy ważne i duperele w realu, dzień rozkłada nam się w zupełnie inny sposób, okazuje się że możemy zmieścić w nim spacer, książkę, zajęcie się sobą, bliskimi, albo uprawiamy lenistwo na zupełnie innym levelu.

nie będę odkrywał Ameryki, pisząc tutaj o dobroczynnych skutkach internetowego detoxu, bo są to rzeczy oczywiste i powszechnie znane. warto jednak obalić pewien mit odnoszący się do tych, którzy rękami i nogami bronią się przed ograniczeniem bytności w necie, zapewniając siebie i wszystkich wokół, że oni absolutnie potrzebują tego, czy tamtego konta.. pojawiają się argumenty o niezbędnych kontaktach, pracy etc. prawda jest jednak taka, że olbrzymia większość ludzi jest jest zwyczajnie uzależniona, a te wszystkie “absolutne konieczności”, to bajdurzenia internetowego ćpuna.

co zostawić, a co wywalić? tylko ty znasz odpowiedź na to pytanie. ja sam chciałbym ograniczyć się do kilku narzędzi:

tyle wystarczy. więcej nie trzeba. jest to kwestia odpowiedzenia sobie na pytanie: czym chcę się dzielić z innymi w necie i czego potrzebuję na co dzień, aby z tego netu wyssać?

zrezygnowanie z wszelkich osi czasu scrollowsnych w nieskończoność jest, z punktu widzenia “total minimal”, bardzo pożądanym krokiem. uwierzcie, że wysupłanie z gąszczu np. Fediverse grona naprawdę dobrych znajomych i “przerzucenie” ich na kontakt mailowy lib przez XMPP (Delta Chat, Matrix, Signál – co kto woli..) pozwala poznać tych ludzi o wiele lepiej, niż poprzez scrollowanie ich wpisów w antisocial mediach. trzeba tylko chcieć – to kluczowe.

kalkulacja jest prosta: znikamy z netu głównie po to, aby wrócić do realu. jak dla mnie to kwestia zasadnicza. książki, pies, przyjaciele, weekend w górach, w lesie, na rowerze, to ZAWSZE lepsze opcje, aniżeli (z)gnicie w internecie w objęciach powtarzalnych, ogłupiających czynności.

ponadto przekonanie, że TRZEBA być zawsze online i trzymać łapę na ekranie smartfona jest i nieprawdziwe i głupie. telefon i SMS również istnieją, o czym wielu zdaje się zapominać.

wypisujemy się z globalnego scrollowania i okazuje się, że mamy nie tylko więcej czasu, ale i lżejszy łeb. myśli się jaśniej. świadomie przeżywamy to, co daje nam real i my dajemy w realu to, co w nas siedzi, a czego albo nie zauwazalismy, albo nie opiekowaliśmy się sobą na tyle, aby odkryć gdzieś tam w środku własne zdolności i atuty.

elementarny plusem “total minimal” jest radykalne odseparowanie się od oceanu debilizmu i gówna w sieci. tresowanie zwojów mózgowych do rzeczy bardziej złożonych, niż memy i klikbajtowe tytuły.

dlaczego w mojej konfiguracji znikania z netu pozostawiłem kapsułę Gemini? bo Gemini, to ta cześć internetu, która doskonale odpowiada na potrzeby chcących być online poza głównym ściekiem.

życzę owocnego znikania z netu i pojawiania się w realu! życie chłoszcze, ale jest o niebo ciekawsze w realu, niż substytuty i atrapy przyjaźni z netu, niż morze śmieciowych informacji,

 

|discrust