discrust|blog

slow fucking life — slow fucking internet

:: MNFX | manufakturex

pomysł na MNFX (manufakturex) nie jest nowy i musiał długo czekać, zanim się wykluł i zadziałał. zmaterializował się jednak na spontanie, bez ciśnienia. postanowiliśmy z Magdą pokombinować trochę z przypinkami, mając jednocześnie gdzieś z tyłu głowy kilka innych wariantów spod znaku DIY punkowej manufaktury, które uruchomimy za jakiś czas.

niebawem ulepimy jakąś minimal stronę z wzorami, choć ogólnie zamierzenie jest takie, aby robić przypinki na indywidualne zamówienia, koncentrować się raczej na oryginalnych i ciekawych wzorach (choć będzie również nieco powszechnie rozpoznawalnych motywów w środowiskach HC/punk, czy Linux/BSD).

Czytaj dalej...

:: upalny wylew zbiorczy

poniższy wpis powstawał długo, na raty, chaotycznie, bez jakiegokolwiek planu. brak tu tematycznego porządku; tytuł wpisu mówi sam za siebie...

za oknem wisi coś galaretowatego, coś (chyba) zawierającego powietrze lub jego namiastkę; pieprzone upalne noce i dnie, w ostatnich tygodniach wysysające resztki energii, oblepiające, unieruchamiające... łażę wszędzie z termosem do tereré i piję cały dzień lodowatą yerbę, na zmianę z zimną kranówą doprawioną sokiem z cytryny. tak mniej więcej ostatnimi czasy wyglądają dni u mnie. dziś jest już (w miarę) znośnie. wiatrak cicho szumi, HÄMND wydziera się w noc, prosto w noc. sludge-yerbowa wędrówka — byle dalej od lepkiego, rozgrzanego betonu...

***

mega długo nie udzielałem się tutaj, jak i w podziemiach “mojego” internetu, w protokole Gemini. inne miejsca (jak część Fedi-sfery, typu Mastodon) już dawno opuściłem i ani trochę nie tęsknię. decyzja o zniknięciu z aktywnego scrollingu w antisocial mediach (nawet jeśli są one free & open source) w jakiś pokrętny sposób rozluźniła mi łeb na tyle, by kompletnie zrezygnować z większości form internetowego przeglądactwa, zabierającego czas, generującego wkurwy wszelakie. w necie czytam pocztę i to, co subskrybuję poprzez kanały RSS. wystarczy.

jednak milczenie w ostatnim czasie było dosyć zagadkowym nawet dla mnie. nie będę na siłę doszukiwał się przyczyn; głowa kompletnie odmówiła mi współpracy w zakresie składania jako tako spójnych zdań i akapitów. pisanie po prostu nijak mi nie wychodziło, więc uznałem, że robienie tego na siłę jest kompletnie bez sensu. ograniczyłem się jedynie do pisania tekstów do (nomen omen) Chaosu w Mojej Głowie, z tej racji że były one o software'owych technikaliach odnośnie wolnego oprogramowania.

Czytaj dalej...

:: dziękuję!

chcę podziękować Gustawowi, ekipie ze squatu Przychodnia, wszystkim, którzy w czasie 161 Fest na Rozbracie i w czasie innych gigów wsparli moją zrzutkę oraz wszystkim anonimowym osobom pomagającym mi w zdrowieniu!

każdy Wasz gest jest dla mnie wymierną pomocą i brak mi słów, aby wyrazić moją wdzięczność!

 

|discrust

:: yerba mate

 

|discrust

:: DZIĘKUJĘ WAM!

kiedy dowiedziałem się po sobotnim koncercie w Czeskim Cieszynie o tym, jak poszła zbiórka na moje leczenie, zatkało mnie i byłem w szoku! nie spodziewałem się, że odzew wśród ludzi będzie tak ogromny!

GELDSHIT, AM, THE NEUNIKEŠ, wszyscy starzy znajomi i ludzie na gigu zrobili mi OGROMNĄ niespodziankę — dzięki zebranym środkom, mogę spokojnie zaplanować sobie leczenie na najbliższe miesiące, nie musząc ograniczać się do podstawowych opatrunków. ponadto stoję na pewniejszym gruncie jeśli chodzi dalsze plany leczenia nogi.

w tą zbiórkę zaangażowało się mnóstwo osób i każdemu:ej chcę podziękować z całego serca! dziękuję także wszystkim osobom, które do tej pory wpłacały na moją zrzutkę w necie! oczywiście wielu z was znam osobiście, innych nie, ale gorąco dziękuję WSZYSTKIM!

wierzę, że gdy stanę na nogi, zobaczymy się na jakimś koncercie i będę mógł was wszystkich osobiście uściskać. będzie to również czas na to, abym to ja odwdzięczył się za okazaną mi pomoc, bo wokół nas zawsze znajdą się osoby potrzebujące wsparcia.

jestem mega dumny z tego, że mam takich wspaniałych znajomych i że w tym naszym DIY HC/punk środowisku wciąż idea pomocy wzajemnej i solidarności jest tak silna i stanowi naturalny odruch ludzki! JESTEŚCIE WIELCY!

zaglądajcie tutaj czasem. będę tu wrzucał informacje o tym jak idzie leczenie.

DZIĘKI! 🖤❤️

 

|discrust

:: KONCERT • 07.03 — Bledý Úsvit / Blady Świt, Český Těšín

dzisiaj w Czeskim Cieszynie gig z okazji wydania płyty z kawałkami legendarnej kapeli z polsko-czeskiej Silesii — GELDSHIT!

tak się składa, że GELDSHIT, to band bardzo bliskich mi ludzi, przyjaciół, z którymi przyszło mi przeżyć spory kawał mojego punkowego żywota. mieszkałem w Czeskim Cieszynie, gdy GELDSHIT grał najwięcej koncertów i był stałym elementem sceny HC/punk Śląska Cieszyńskiego i Moravského Slezska. był to również czas wolnościowego stowarzyszenia Liberte i rozmaitych działań anarchistycznych, kontrkulturowych. jeździłem wtedy wraz z kapelą na koncerty, robiliśmy wiele fajnych rzeczy w Liberte — dobry czas!

dziś GELDSHIT swoją płytą 2002-2008 przypomina swoje kawałki, przy których wszyscy wydzieraliśmy się na gigach. szczery chaos punk z prospołecznym i anarchistycznym, ale i osobistym przekazem. wstyd nie znać!

dzisiejszy koncert w Bladym Świcie, w Czeskim Cieszynie na pewno będzie zajebistą okazją, aby przypomnieć sobie stare kawałki GELDSHITa i klimat sprzed lat.

dla mnie osobiście super miłym akcentem tego wydarzenia jest fakt, że Kuba (wokal i gitara w GELDSHIT) oraz ekipa postanowili, że gig ten będzie również formą wsparcia dla mnie i mojego leczenia. jestem im OGROMNIE wdzięczny — nie spodziewałem się takiej inicjatywy i tym bardziej jest mi miło, że starzy znajomi zdecydowali się na taki krok! nie będę tutaj wymieniał bliskich mi ludzi po obu stronach Olzy, z czesko-polskiej ekipy, z którą łączyło i łączy mnie tak wiele, bo nie chcę nikogo pominąć. wszystkim bardzo, bardzo dziękuję i życzę miłgo pogowania na dzisiejszym koncercie!

Read more...

:: dlaczego opuszczam Mastodona...

decyzję o opuszczeniu Mastodona podjąłem już jakiś czas temu. nie jest to zatem nic nowego, nagłego. założyłem konto na Masto w 2018 roku. wcześniej, zanim Fediverse jako ekosystem pojawił się na horyzoncie, spędziłem parę lat na quitter.se, pump.io i na diasporze*. wiedziałem zatem, czego się spodziewać, gdy zakładałem profil na chaos.social

minęło ładnych parę lat i czuję, że nadszedł czas, aby wypisać się z codziennego rytuału scrollingu. nigdy nie byłem uciekinierem z faceshitów, czy innych twitterów, a zdecentralizowane i otwartoźródłowe social media były moimi pierwszymi. nie popadam w nostalgiczny ton, pt.: “kiedyś to było”, że GNUSocial, quitter, czy diaspora* były autentycznie “kameralnymi” miejscami w necie, stanowiącymi jakiś tam zalążek alternatywnych sieci społecznościowych. owszem, tak było, niemniej głupio byłoby nie zauważać, że zmieniają się czasy, zmienia się internet, a wraz z nim, ludzkie przyzwyczajenia.

od Mastodona (podobnie jak od w/w sieci, których używałem wcześniej) nie oczekiwałem wiele. traktowałem i traktuję je stricte instrumentalnie, jak narzędzie pozyskiwania ciekawych informacji, czy jak słup ogłoszeniowy. nigdy nie było to dla mnie miejsce do zawiązywania interakcji, kolekcjonowania znajomych, czy tworzenia sobie protez znajomości, a przynajmniej nie to stanowiło priotytet. oczywiście nie ukrywam, że poznałem na Masto sporo ciekawych ludzi, którzy mają coś do powiedzenia / pokazania, bez debilnego ciśnienia na lajki, boosty, zasięgi. ludzie ci, wraz ze swoimi zainteresowaniami, przecinają gdzieś tam w przestrzeni orbity moich zainteresowań i pasji. i to jest bardzo fajne — w tym konkretnym obszarze Mastodon doskonale spełnia swoją rolę, jako sieć, którą jeszcze można nazwać społecznościową. nie będę tu pisał o strukturze Fediverse, o instancjach i ActivityPub, bo po cholerę wałkować temat po raz setny; dość powiedzieć, że bardzo sobie cenię ten ekosystem i zapewne dlatego zahaczyłem się na Masto tak długo.

Czytaj dalej...

:: smoła

oczy otwarte, czy zamknięte — bez pieprzonej różnicy. przez skołatany łeb przewalają się postrzępione zdania i akapity z Lema, Sontag, Kirkegaarda, Jelinek. kawiarka bulgocze, gdy szpile zimnego powietrza wbijają się w kręgosłup; otwarte okno o piątej rano, jak niechciana akupunktura. w tle szumi Vltava, ta radiowa — zjebane poranki wypełnione są szumami wszelakimi. mało urokliwymi, dochodzącymi z zakamarków, zza ścian, zza okna. codzienny syk, trzask, jęk, wydech...

smoła oblepia podniebienie i język. miło i gęsto. nikną we tej smole smaki wszelakie, świat niknie, na cztery spusty zatrzaśnięty. w obawie przed matactwem, nie wypuszczają cię na zewnątrz, nie pozwalają na ławce w parku usiąść, przewietrzyć myślolabirynty. rzucasz więc kostkami i losujesz, co czytać.

Czytaj dalej...

:: Ondřej

na Gliwickiej żużlowe brzęczenie, powietrze w zastoju, a popołudniowy, duszny woal pozwala jedynie na półoddechy. jeśli tylko możesz, ukryj się w knajpie z klimą, wypij mrożoną kawę, albo wodę z cytryną! — słyszę jej głos w słuchawce. głos pełen udawanej beztroski i zmęczenia. głos ledwo maskujący pretensje, że nie zostałem w domu, że nie będzie mnie na grillu z weekendowymi korpo-rewolucjonistami w nowiutkich koszulkach z lewackiej szmaty. nie będzie mnie, bo mam zgagę od grillowanego kabaczka w marynacie. i wysypkę wkurwów od dywagacji obcych mi snobów poprzebieranych za klasę ludową (bo robotnicza nie przechodzi im przez gardła).

w tym szynku nigdy nie było takich wynalazków, jak mrożona kawa, ale sporo się tu zmieniło w ostatnich latach. piję półchciwie, żeby szybko nie osuszyć szklanki, a kostki lodu stukają o szkło. w telewizorze pod sufitem transmisja tego samego żużlowego meczu, który odbywa się kilkaset metrów stąd. jest i klima. jest barmanka o bardzo ładnej, smutnej twarzy. są chopy wgapione w krążące na ekranie motocykle i wlewający w siebie tyskie.

pojadę dziś do Ostravy, na grób pana Ondřeja. Ondřej malował widokówki i miniaturowe obrazki, które pokrywał bezbarwnym lakierem i rozdawał znajomym, a obcym sprzedawał za parę koron. budynki walcowni, kopalniane szyby, kościoły i puste niedzielne ulice; ludzie mówili, że Ondřej namalował całe Vítkovice, a jego miniaturki wisiały w niejednej ostrawskiej hospodzie. ileż tych jego widokówek musiało wisieć na słomianych matach, w czechosłowackich domach, ile leży do dziś na strychach, w pudełkach po czekoladkach!

Czytaj dalej...

:: total minimal

tekst pierwotnie ukazał się na mojej kapsułe Gemini: gemini://nuclear.diy.net.pl

paradygmat “bycia w sieci”, jakkolwiek różnorodnie pojmowany, sprowadza się generalnie do (przemożnej) chęci pozostawianią własnych ślimaczych śladów na powierzchni internetu. mniejsza o atencję, ekshibicjonizm i inne powody, dla których koniecznie chcemy w sieci być tak, aby choć garstka ludzi naszą bytność zauważyła...

nie jest to tekst o tym, jak opuścić faceshita, X, czy insta, bo big-tech chlewnia leży kompletnie poza obszarem mojego zainteresowania. chodzi o świadome ograniczenie pojawiania się w necie, również w obszarach FOSS. chodzi o totalną dekonstrukcję tego paradygmatu, gdzie właśnie nie atencja, lajki i zasięgi są jakimś celem, lecz przede wszystkim skupienie się na odbiorcach w danym gronie i nieśpieszne pielęgnowanie interakcji, bez ciśnienia i maksymalizacji narzędzi i treści.

takie podejście stoi raczej w sprzeczności z filozofią działania większości antisocial mediów (wliczając w to np. Mastodona); to PRZESYT natłokiem i ilością śmiecia w necie motywuje mnie do kroków w stronę “total minimal”.

Czytaj dalej...