wrotycz, piołun, kilka krzaków dzikiej róży; zeschłe, zeszłoroczne, nędzne, mokną na deszczu. wessane w pogodowe kaprysy, uśpione, zakorzenione w ubogiej ziemi...
echo niesie ujadania kilku wiejskich kundli, przeszczekujących się nawzajem. poza tym głucha cisza. zagajniki bez ptasich treli, polne ścieżki bez wężowiska rowerowych opon, ni jednego odgłosu pomiędzy domami.
chmury wiszą nad tym ponurym pejzażem, jak mokre ścierki. szarość rozpościera się nad szczytami, mgłą i wilgocią liżąc modrzewie.
w takie dni można w dziwnym stuporze zakołysać sobie łeb, splątać jeszcze bardziej nikłe połączenia z rzeczywistością i wpaść w stan obojętności, w zawiesinę gęstą, pochłaniającą każdą żywą myśl.
AGNOSY, to mocarny stenchcore/crust z UK. kapela, która wypracowała sobie specyficzny styl grania, dzięki czemu mocno wyróżnia się w morzu crustowych zespołów na DIY scenie.
wielu porównuje AGNOSY do TRAGEDY, ale sądzę, że ich granie nie jest kalką ani TRAGEDY, ani innych tego typu kapel. to po prostu solidny kawał crust punka zanurzonego w metalowo-stenchcore'owej zawiesinie; jeśli już miałbym porównywać ich granie do kogokolwiek, to wybrałbym czeskie GUIDED CRADLE...
najbardziej znany kawałek AGNOSY (pierwszy na poniższej płycie: Deceived by Disguise) jest takim papierkiem lakmusowym ich grania — nic dodać, nic ująć! solidny kawałek crustowego mięcha, sprawnie zagrany i dobrze brzmiący! trzeba znać!
Cash Bribe, to zajebista ekipa z Brooklynu, grająca HC/punk starej, dobrej nowojorskiej szkoły i słychać w tej muzie całe dobrodziejstwo tej sceny!
surowe, fajnie zagrane, energetyczne kawałki, przypominające momentami Bad Brains z najlepszych czasów, ale każdy:a lubiący:a takie granie, znajdzie tutaj podobieństwa do innych amerykańskich hardcore'owych kapel. warto znać!
zapachy ściółki i rozbłyski słoneczne skaczące w rytm poruszających się jeszcze bezlistnych gałęzi drzew. Beskidy chłostane porannymi przymrozkami i południowym zalewem słonecznego blasku. puls i oddech Ziemi pod stopami. ptasie trele wymiatane wiatrem poza las...
Black Steel, Tricky'ego w tle, jako wspomnienie, albo dźwięki skądinąd, kto wie... jemy mandarynki na kamiennym murku, a przed nami łańcuch beskidzkiego piękna; mrużymy oczy, wtapiamy się w krajobraz bezwiednie, bezgłośnie. sok kapie na spodnie, a my plujemy pestkami kto dalej.
wróble kotłują się w rozgrzanym słonecznymi promieniami piasku. zabawa, przypływ energii, zwiastujące wiosnę podrygi... płoszą ich ludzkie kroki.
siadam z herbatą i patrzę jak wystawiasz twarz do słońca, jak lekki wiatr zwiewa ci włosy pojedynczymi kosmykami na oczy i policzek. przytulasz się do tego wczesnego przedwiosennego ciepła, wyczekujesz poranków bez przymrozków, pąków kwiatów i ogrodowych porządków.
To krótki odcinek – wspomnienie bliskiego człowieka, który odszedł. Bez ostrzeżenia, bez zapowiedzi... Pozostawiając sporą wyrwę. Jemu poświęcam te kilka słów...
mieliśmy się zobaczyć jutro, Marcin... miałeś jechać do Czeskiego Cieszyna, załatwiać sprawy z Liberte, dzisiaj miałeś być na gigu SQUASH BOWELS...
kiedy odchodzi ktoś bliski, z kim dzieliło się zainteresowania, poglądy, działania, gusta muzyczne, zamiłowanie do włóczęgi...
... wtedy w głowie jest tylko rozjeb i pustka. i niewiara w to, że Cię już nie ma, przyjacielu!
mieliśmy się spotkać, ustalić wreszcie kiedy zaczynamy grać, kiedy robimy próby kapeli grind/sludge... mieliśmy jechać razem do Pragi na Tydzień Aktywności w maju...
dziś dwie czeskie kapele, na które warto zwrócić uwagę...
INTERPUNKCE, to punkowa banda z czeskiej Pragi grająca meeeega energetyczny hardcore punk. kto choć raz liznął kawałek czeskiej/słowackiej DIY sceny HC/punk, doskonale wie, że muza czechosłowackich kapel jest specyficznie żywiołowa, charakteryzuje się szybkimi tempami i takim pazurem, który trudno opisać, a który to pazur momentalnie, po wysłuchaniu jednego, czy dwóch kawałków kojarzy nam się właśnie z tamtymi stronami; INTERPUNKCE jest klasycznym przykładem “czeskiego grania”.
pierwsze z brzegu skojarzenia, jakie pojawiają mi się w głowie, gdy ich słucham, idą w kierunku SEE YOU IN HELL z Brna, słowackiego ADACTA, czy nawet (częściowo) GRIDE. po prostu solidny kawał hardcore/punkowej plomby z mega ciekawymi, zaangażowanymi tekstami.
po wysłuchaniu tej EPki naprawdę ma się ochotę na więcej, dlatego warto posłuchać innych ich DIY produkcji. jak dla mnie — ogień!
czeski GARLANDS w głośnikach i mięta w kubku.
paczula tworzy barierę ochronną przed wilgocią wypełzającą spomiędzy pęknięć na ścianach starych budynków; otwarte okno, wietrzenie łba, myślo-wentylacja...
stoję pośrodku kuchnio-salonu, wszędzie wokół bezmiar burdelu. zastygłe graty nie ułożone w półkach, nie rozpakowana, nie skręcona komoda, puste butelki, składane krzesła, stos ubrań na szarym fotelu, truchła much przyklejone do moskitiery na oknie.