<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0" xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/">
  <channel>
    <title>discrust|blog</title>
    <link>https://discrust.diy.net.pl/blog/</link>
    <description>slow fucking life -- slow fucking internet</description>
    <pubDate>Mon, 19 Oct 2026 13:32:53 +0200</pubDate>
    <item>
      <title>:: MNFX | manufakturex</title>
      <link>https://discrust.diy.net.pl/blog/mnfx-manufakturex</link>
      <description>&lt;![CDATA[:: MNFX | manufakturex&#xA;&#xA;pomysł na MNFX (manufakturex) nie jest nowy i musiał długo czekać, zanim się wykluł i zadziałał. zmaterializował się jednak na spontanie, bez ciśnienia. &#xA;postanowiliśmy z Magdą pokombinować trochę z przypinkami, mając jednocześnie gdzieś z tyłu głowy kilka innych wariantów spod znaku DIY punkowej manufaktury, które uruchomimy za jakiś czas.&#xA;&#xA;niebawem ulepimy jakąś minimal stronę z wzorami, choć ogólnie zamierzenie jest takie, aby robić przypinki na indywidualne zamówienia, koncentrować się raczej na oryginalnych i ciekawych wzorach (choć będzie również nieco powszechnie rozpoznawalnych motywów w środowiskach HC/punk, czy Linux/BSD). &#xA;!--more--&#xA;&#xA;wykonujemy przypinki o średnicach: 25, 32 i 58mm &#xA;jeśli macie pytania i pomysły na wzory, lub chcecie coś szczególnie dla siebie -- piszcie na maila:&#xA;&#xA;umanufakturex@murena.io/u&#xA;&#xA;&amp;nbsp;&#xD;&#xA;div style=&#34;text-align: right&#34;|discrust/div&#xD;&#xA;&#xD;&#xA;&#xD;&#xA;]]&gt;</description>
      <content:encoded><![CDATA[<h2 id="mnfx-manufakturex">:: MNFX | manufakturex</h2>

<p>pomysł na <strong>MNFX (manufakturex)</strong> nie jest nowy i musiał długo czekać, zanim się wykluł i zadziałał. zmaterializował się jednak na spontanie, bez ciśnienia.
postanowiliśmy z Magdą pokombinować trochę z przypinkami, mając jednocześnie gdzieś z tyłu głowy kilka innych wariantów spod znaku DIY punkowej manufaktury, które uruchomimy za jakiś czas.</p>

<p>niebawem ulepimy jakąś minimal stronę z wzorami, choć ogólnie zamierzenie jest takie, aby robić przypinki na indywidualne zamówienia, koncentrować się raczej na oryginalnych i ciekawych wzorach (choć będzie również nieco powszechnie rozpoznawalnych motywów w środowiskach HC/punk, czy Linux/BSD).
</p>

<p><img src="https://cloud.nove.team/apps/files_sharing/publicpreview/PwPFMCEzJ6MncHB?file=/&amp;fileId=109988&amp;x=1366&amp;y=768&amp;a=true&amp;etag=d86e5faeafb9170b7de0c0799d4865e7" alt=""></p>

<p><img src="https://cloud.nove.team/apps/files_sharing/publicpreview/D6jcGcbDKtBiWHt?file=/&amp;fileId=109989&amp;x=1366&amp;y=768&amp;a=true&amp;etag=26dfa042f9ca3e3e1bf0c2731affc1dc" alt=""></p>

<p>wykonujemy przypinki o średnicach: 25, 32 i 58mm
jeśli macie pytania i pomysły na wzory, lub chcecie coś szczególnie dla siebie — piszcie na maila:</p>

<p><a href="mailto:manufakturex@murena.io" rel="nofollow"><u>manufakturex@murena.io</u></a></p>

<p> 
<div style="text-align: right">|discrust</div></p>
]]></content:encoded>
      <guid>https://discrust.diy.net.pl/blog/mnfx-manufakturex</guid>
      <pubDate>Thu, 20 Aug 2026 01:04:03 +0200</pubDate>
    </item>
    <item>
      <title>:: upalny wylew zbiorczy</title>
      <link>https://discrust.diy.net.pl/blog/upalny-wylew-zbiorczy</link>
      <description>&lt;![CDATA[:: upalny wylew zbiorczy&#xA;&#xA;  smallponiższy wpis powstawał długo, na raty, chaotycznie, bez jakiegokolwiek planu. brak tu tematycznego porządku; tytuł wpisu mówi sam za siebie.../small&#xA;&#xA;za oknem wisi coś galaretowatego, coś (chyba) zawierającego powietrze lub jego namiastkę; pieprzone upalne noce i dnie, w ostatnich tygodniach wysysające resztki energii, oblepiające, unieruchamiające... &#xA;łażę wszędzie z termosem do tereré i piję cały dzień lodowatą yerbę, na zmianę z zimną kranówą doprawioną sokiem z cytryny. tak mniej więcej ostatnimi czasy wyglądają dni u mnie.&#xA;dziś jest już (w miarę) znośnie. wiatrak cicho szumi, HÄMND wydziera się w noc, prosto w noc. sludge-yerbowa wędrówka -- byle dalej od lepkiego, rozgrzanego betonu...   &#xA;&#xA;mega długo nie udzielałem się tutaj, jak i w podziemiach &#34;mojego&#34; internetu, w protokole Gemini. inne miejsca (jak część Fedi-sfery, typu Mastodon) już dawno opuściłem i ani trochę nie tęsknię. decyzja o zniknięciu z aktywnego scrollingu w antisocial mediach (nawet jeśli są one free &amp; open source) w jakiś pokrętny sposób rozluźniła mi łeb na tyle, by kompletnie zrezygnować z większości form internetowego przeglądactwa, zabierającego czas, generującego wkurwy wszelakie. w necie czytam pocztę i to, co subskrybuję poprzez kanały RSS. wystarczy.&#xA;&#xA;jednak milczenie w ostatnim czasie było dosyć zagadkowym nawet dla mnie. nie będę na siłę doszukiwał się przyczyn; głowa kompletnie odmówiła mi współpracy w zakresie składania jako tako spójnych zdań i akapitów. pisanie po prostu nijak mi nie wychodziło, więc uznałem, że robienie tego na siłę jest kompletnie bez sensu. ograniczyłem się jedynie do pisania tekstów do (nomen omen) Chaosu w Mojej Głowie, z tej racji że były one o software&#39;owych technikaliach odnośnie wolnego oprogramowania.&#xA;!--more--&#xA;mnóstwo tekstów, szkiców i innych strzępów wala mi się po kompie i w notatniku. niezbyt to uczesane, nie doprowadzone do względnego porządku, bezpańskie, tu i ówdzie nadgryzione i zostawione. nie wiem, ile zajmie mi ogarnięcie choćby części z owych tekstów. drażni ten burdel, zwłaszcza w przypadku kilku ważnych dla mnie kawałków. w szczególności nie mogę dojść do ładu z czymś, co od dawna swędzi gdzieś pod kopułą i domaga się wyjścia na zewnątrz. to takie fragmentaryczne &#34;trochę czeskie&#34;, patchworkowe opowieści nie mające specjalnie wyraźnego początku i końca. chcę je wpleść w kilka innych historii -- co z tego wyjdzie, zobaczymy.&#xA;&#xA;ostatnio przy okazji luźnej gadki ze znajomymi nt muzyki, próbowałem przypomnieć sobie pewien hipnotyzująco wspaniały kawałek, który pierwszy raz usłyszałem wieeeele lat temu w radiowej Trójce, w czasach przedpisowskich, zanim jeszcze rozgłośnia ta została ostatecznie zgwałcona i do dziś nie wylizała się z ran.&#xA;nijak nie potrafiłem odnaleźć w zakamarkach głowy choćby małego tropu: jak się nazywała ta kapela? na jaką literę nazwa? może tytuł kawałka? nic. zero. &#xA;męczyło mnie to dłuższy czas i chyba szatan czuwał nade mną, bo nagle mnie olśniło! LOTTO! warszawski skład, eksperymentalno-ambientowe kompozycje, klimat totalnie wyjątkowy! LOTTO -- zapamiętajcie tę nazwę, jeśli lubicie noise&#39;owe, ambientowe improwizacje!&#xA;&#xA;mi konkretnie chodziło o utwór Rope, z krążka Elite Feline -- 20-minutowy totalnie hipnotyczny, minimalistyczny odjazd, który zafascynował mnie na tyle, że po odsłuchaniu tego kawałka w radio, męczyłem go nieustannie kilka ładnych tygodni.&#xA;Rope, to obłędna pętla z dwóch, trzech dźwięków. konstrukt tej kompozycji (bo nazwanie tego piosenką byłoby kompletnie nietrafione) bazuje na minimalistycznej linii, wokół której nieśpiesznie, gęsto gromadzą się okruchy... powoli. naprawdę powoli. &#xA;&#xA;iframe style=&#34;border: 0; width: 100%; height: 42px;&#34; src=&#34;https://bandcamp.com/EmbeddedPlayer/album=3256476993/size=small/bgcol=0c0f11/linkcol=ffffff/track=646669608/transparent=true/&#34; seamlessa href=&#34;https://lottoband.bandcamp.com/album/elite-feline&#34;ELITE FELINE by LOTTO/a/iframe&#xA;&#xA;ta dźwiękowa uczta wgniotła mnie w ziemię podobnie jak pierwszy raz usłyszane niegdyś kawałki NEUROSIS, czy COUNTERBLAST (choć to nie ten ciężar, nie ta waga). Elite Feline, to album z dwoma utworami; wspomniany Rope oraz (bliźniaczo długi) Pointing to a Marvel.&#xA;razem tworzą one spójną, hipnotyczną całość; interpretacyjna moc tego albumu i to, jaką przestrzeń dają nam te ograniczone do absolutnego minimum dźwięki, naprawdę zachwyca!&#xA;tej płyty należy słuchać nocą, przy otwartym oknie. reszta &#34;nastrojowych gadżetów&#34; zależy wyłącznie od waszej osobistej inwencji. mnie ta płyta rozwaliła przecudownie!&#xA;&#xA;tego roku lato nas nie rozpieszcza, tym bardziej jeśli chodzi o temperaturowy rollercoaster. tak, czy inaczej, yerba mate rządzi, zwłaszcza w tak pojebanie upalne dni jak obecnie!&#xA;zakochałem się w tereré dawno temu, ale tego lata piję zimną yerbę codziennie, do późnego wieczora. wychodzi tego ok czterech zasypań (nie licząc pierwszego porannego na ciepło) -- jest to więc ok. 30 zalań dziennie (sic!). &#xA;taszczę wszędzie ze sobą 2.5-litrowy termos z lodem i wodą, guampę z bombillą i mate. &#xA;co warte podkreślenia, tereré orzeźwia i chłodzi zupełnie inaczej, niż zimna mineralka, albowiem zawiera w sobie całe stado witamin, mikroelementów, antyoksydantów i wszelkiego dobra dla naszych flaków oraz dobrego samopoczucia.  &#xA;&#xA;jeśli chodzi o siorbanie na ciepło, nieodmiennie pozostaję fanem Paragwaju. mate dymna, pylasta, z pancerną goryczką, to ta, którą lubię najbardziej; na co dzień gości u mnie Campesino, Pajarito, Kurupí, Fede Rico, La Bombilla, Ruvicha -- moje ulubione. &#xA;polubiłem również yerby typu PU1, a więc brazylijskie, ale przeznaczone na rynek urugwajski (Urugwaj, mimo że spożywa najwięcej yerby na świecie, w ogóle jej nie produkuje -- paradoks). bezpatyczkowe, baaaardzo sypkie, delikatne w smaku, ale mega pobudzające i długo wypłukujące się. &#xA;&#xA;piszę o yerbie głównie dlatego, że piję ją od ponad 20 lat, a w ostatnim roku bardzo często. i częste picie mate bardzo wspomaga moje leczenie; zauważalny jest wpływ zawartych w yerbie mikroelementów i przeciwutleniaczy na gojenie się ran. przyjemne z pożytecznym zatem.&#xA;&#xA;po operacjach obu oczu i dopasowaniu okularów nastąpiła u mnie czytelnicza eksplozja. mojej radości nie było końca! możecie wyobrazić sobie jak wyglądała kolejka rzeczy do przeczytania po długiej przerwie od czytania.&#xA;ostatnio zrobiłem małe podsumowanie tego, co od początku roku już pochłonąłem. tradycyjnie nie czytam wiedziony recenzjami i nowinkami wydawniczymi (z ewidentnie małymi wyjątkami, jeśli coś konkretnego naprawdę leży w obszarach moich zainteresowań), zatem nadrabiałem zaległości głównie z beletrystyki, non fiction, twardej SF/cyberpunka oraz historii. &#xA;&#xA;pomimo tego, że czytam dużo, codziennie, intensywnie, wciąż rosną stosy rzeczy oczekujące na przeczytanie. to już się chyba nigdy nie zmieni.&#xA;&#xA;jeśli chodzi o prasę, olałem kompletnie dzienniki (oprócz śląskiego Dziennika Zachodniego, po który sięgam wyłącznie w weekendy), z tygodników czytam tylko lokalną Kronikę Beskidzką i Głos Ziemi Cieszyńskiej. oprócz tego: Nowa Fantastyka, Literatura na Świecie, Książki, Ruch Muzyczny i (sporadycznie) Odrę. &#xA;dokarmiam się również podcastami analitycznymi i kanałami RSS&#xA;&#xA;mimo tego, że radykalnie ograniczam dostęp do mojej głowy zalewowi gówna z zewnątrz i mocno selekcjonuję źródła informacji, nie mogę opędzić się od wrażenia, że NADMIAR jako taki charakteryzuje w dużej mierze każdą naszą próbę dotarcia do potrzebnych nam informacji. &#xA;nie chodzi tutaj wyłącznie o codzienny terror breaking news -- zjawisko to ma swoje odzwierciedlenie również na rynku literackim. większość tzw. &#34;księgarń&#34;, to raczej sklepy z zabawkami, błyskotkami i kryminalno-obyczajowo-fantasy makulaturą. tzw. pisarki i pisarze (z drobnymi wyjątkami) rozpoznawani w przestrzeni publicznej, coraz częściej odjeżdżają w astralne przestrzenie spierdolenia, albo w tempie AI trzaskają 373986-tą część jakiegoś tam &#34;cyklu&#34;, byle opchnąć to gdzie byle, dopóki ktoś jeszcze sięga do &#34;koszy z literaturą&#34; (jakie to znamienne! heheheh) w supermarketach. szybciej, szybciej!&#xA;&#xA;tam gdzie ciut niszowo, jeszcze nie jest tak tragicznie. zresztą nie jestem czarnowidzem, jeśli chodzi o literaturę i non fiction. literatura da sobie radę i my, jako czytelnicy:czki również.&#xA;wcale mnie owa niszowość nie jara, ale w PL, gdzie czytelnictwo wciąż jest egzotyką i szoruje po dnie, siłą rzeczy wpada się w niszę już przez sam fakt taszczenia ze sobą książek / czytników i pochłaniania kolejnych tomów.&#xA;&#xA;***&#xA;&#xA;kolejne wpisy powinny już wyglądać po ludzku; chcę unikać takiej wielotematycznej zlewni..&#xA;&#xA;··· podkład muzyczny: NEUROSIS, CANCER BATS, KRABATHOR, STIFF LITTLE FINGERS, HOPE?, GRAVE&#xA;&#xA;&amp;nbsp;&#xD;&#xA;div style=&#34;text-align: right&#34;|discrust/div&#xD;&#xA;&#xD;&#xA;&#xD;&#xA;]]&gt;</description>
      <content:encoded><![CDATA[<h2 id="upalny-wylew-zbiorczy">:: upalny wylew zbiorczy</h2>

<blockquote><p><small><strong>poniższy wpis powstawał długo, na raty, chaotycznie, bez jakiegokolwiek planu. brak tu tematycznego porządku; tytuł wpisu mówi sam za siebie...</strong></small></p></blockquote>

<p>za oknem wisi coś galaretowatego, coś (chyba) zawierającego powietrze lub jego namiastkę; pieprzone upalne noce i dnie, w ostatnich tygodniach wysysające resztki energii, oblepiające, unieruchamiające...
łażę wszędzie z termosem do tereré i piję cały dzień lodowatą yerbę, na zmianę z zimną kranówą doprawioną sokiem z cytryny. tak mniej więcej ostatnimi czasy wyglądają dni u mnie.
dziś jest już (w miarę) znośnie. wiatrak cicho szumi, <a href="https://hamndband.bandcamp.com/album/bortom" rel="nofollow">HÄMND</a> wydziera się w noc, prosto w noc. sludge-yerbowa wędrówka — byle dalej od lepkiego, rozgrzanego betonu...</p>

<p>***</p>

<p>mega długo nie udzielałem się tutaj, jak i w podziemiach “mojego” internetu, w protokole Gemini. inne miejsca (jak część Fedi-sfery, typu Mastodon) już dawno opuściłem i ani trochę nie tęsknię. decyzja o zniknięciu z aktywnego scrollingu w antisocial mediach (nawet jeśli są one free &amp; open source) w jakiś pokrętny sposób rozluźniła mi łeb na tyle, by kompletnie zrezygnować z większości form internetowego przeglądactwa, zabierającego czas, generującego wkurwy wszelakie. w necie czytam pocztę i to, co subskrybuję poprzez kanały RSS. wystarczy.</p>

<p>jednak milczenie w ostatnim czasie było dosyć zagadkowym nawet dla mnie. nie będę na siłę doszukiwał się przyczyn; głowa kompletnie odmówiła mi współpracy w zakresie składania jako tako spójnych zdań i akapitów. pisanie po prostu nijak mi nie wychodziło, więc uznałem, że robienie tego na siłę jest kompletnie bez sensu. ograniczyłem się jedynie do pisania tekstów do (nomen omen) <strong>Chaosu w Mojej Głowie</strong>, z tej racji że były one o software&#39;owych technikaliach odnośnie wolnego oprogramowania.

mnóstwo tekstów, szkiców i innych strzępów wala mi się po kompie i w notatniku. niezbyt to uczesane, nie doprowadzone do względnego porządku, bezpańskie, tu i ówdzie nadgryzione i zostawione. nie wiem, ile zajmie mi ogarnięcie choćby części z owych tekstów. drażni ten burdel, zwłaszcza w przypadku kilku ważnych dla mnie kawałków. w szczególności nie mogę dojść do ładu z czymś, co od dawna swędzi gdzieś pod kopułą i domaga się wyjścia na zewnątrz. to takie fragmentaryczne “trochę czeskie”, patchworkowe opowieści nie mające specjalnie wyraźnego początku i końca. chcę je wpleść w kilka innych historii — co z tego wyjdzie, zobaczymy.</p>

<p>***</p>

<p>ostatnio przy okazji luźnej gadki ze znajomymi nt muzyki, próbowałem przypomnieć sobie pewien hipnotyzująco wspaniały kawałek, który pierwszy raz usłyszałem wieeeele lat temu w radiowej Trójce, w czasach przedpisowskich, zanim jeszcze rozgłośnia ta została ostatecznie zgwałcona i do dziś nie wylizała się z ran.
nijak nie potrafiłem odnaleźć w zakamarkach głowy choćby małego tropu: jak się nazywała ta kapela? na jaką literę nazwa? może tytuł kawałka? nic. zero.
męczyło mnie to dłuższy czas i chyba szatan czuwał nade mną, bo nagle mnie olśniło! <strong>LOTTO</strong>! warszawski skład, eksperymentalno-ambientowe kompozycje, klimat totalnie wyjątkowy! LOTTO — zapamiętajcie tę nazwę, jeśli lubicie noise&#39;owe, ambientowe improwizacje!</p>

<p>mi konkretnie chodziło o utwór <em>Rope</em>, z krążka <a href="https://lottoband.bandcamp.com/album/elite-feline" rel="nofollow"><em>Elite Feline</em></a> — 20-minutowy totalnie hipnotyczny, minimalistyczny odjazd, który zafascynował mnie na tyle, że po odsłuchaniu tego kawałka w radio, męczyłem go nieustannie kilka ładnych tygodni.
<em>Rope</em>, to obłędna pętla z dwóch, trzech dźwięków. konstrukt tej kompozycji (bo nazwanie tego piosenką byłoby kompletnie nietrafione) bazuje na minimalistycznej linii, wokół której nieśpiesznie, gęsto gromadzą się okruchy... powoli. naprawdę powoli.</p>

<iframe style="border: 0; width: 100%; height: 42px;" src="https://bandcamp.com/EmbeddedPlayer/album=3256476993/size=small/bgcol=0c0f11/linkcol=ffffff/track=646669608/transparent=true/">&lt;a href=&#34;https://lottoband.bandcamp.com/album/elite-feline&#34;&gt;ELITE FELINE by LOTTO&lt;/a&gt;</iframe>

<p>ta dźwiękowa uczta wgniotła mnie w ziemię podobnie jak pierwszy raz usłyszane niegdyś kawałki NEUROSIS, czy COUNTERBLAST (choć to nie ten ciężar, nie ta waga). <em>Elite Feline</em>, to album z dwoma utworami; wspomniany <em>Rope</em> oraz (bliźniaczo długi) <em>Pointing to a Marvel</em>.
razem tworzą one spójną, hipnotyczną całość; interpretacyjna moc tego albumu i to, jaką przestrzeń dają nam te ograniczone do absolutnego minimum dźwięki, naprawdę zachwyca!
tej płyty należy słuchać nocą, przy otwartym oknie. reszta “nastrojowych gadżetów” zależy wyłącznie od waszej osobistej inwencji. mnie ta płyta rozwaliła przecudownie!</p>

<p>***</p>

<p><a href="https://cloud.nove.team/apps/files_sharing/publicpreview/PExmoFfgZFyjc4s?file=/&amp;fileId=109972&amp;x=1366&amp;y=768&amp;a=true&amp;etag=6b6636cc34f3ab8cdafa05676fbe67c8" rel="nofollow"><img src="https://cloud.nove.team/apps/files_sharing/publicpreview/PExmoFfgZFyjc4s?file=/&amp;fileId=109972&amp;x=1366&amp;y=768&amp;a=true&amp;etag=6b6636cc34f3ab8cdafa05676fbe67c8" alt=""></a></p>

<p>tego roku lato nas nie rozpieszcza, tym bardziej jeśli chodzi o temperaturowy rollercoaster. tak, czy inaczej, <strong>yerba mate rządzi</strong>, zwłaszcza w tak pojebanie upalne dni jak obecnie!
zakochałem się w <a href="https://www.matea24.pl/pl/n/Yerba-Mate-Terere-co-to-jest%2C-jak-dziala-i-jak-ja-przygotowac/78" rel="nofollow">tereré</a> dawno temu, ale tego lata piję zimną yerbę codziennie, do późnego wieczora. wychodzi tego ok czterech zasypań (nie licząc pierwszego porannego na ciepło) — jest to więc ok. 30 zalań dziennie (sic!).
taszczę wszędzie ze sobą 2.5-litrowy termos z lodem i wodą, guampę z bombillą i mate.
co warte podkreślenia, tereré orzeźwia i chłodzi zupełnie inaczej, niż zimna mineralka, albowiem zawiera w sobie całe stado witamin, mikroelementów, antyoksydantów i wszelkiego dobra dla naszych flaków oraz dobrego samopoczucia.</p>

<p>jeśli chodzi o siorbanie na ciepło, nieodmiennie pozostaję fanem Paragwaju. mate dymna, pylasta, z pancerną goryczką, to ta, którą lubię najbardziej; na co dzień gości u mnie Campesino, Pajarito, Kurupí, Fede Rico, La Bombilla, Ruvicha — moje ulubione.
polubiłem również yerby typu PU1, a więc brazylijskie, ale przeznaczone na rynek urugwajski (Urugwaj, mimo że spożywa najwięcej yerby na świecie, w ogóle jej nie produkuje — paradoks). bezpatyczkowe, baaaardzo sypkie, delikatne w smaku, ale mega pobudzające i długo wypłukujące się.</p>

<p>piszę o yerbie głównie dlatego, że piję ją od ponad 20 lat, a w ostatnim roku bardzo często. i częste picie mate bardzo wspomaga moje leczenie; zauważalny jest wpływ zawartych w yerbie mikroelementów i przeciwutleniaczy na gojenie się ran. przyjemne z pożytecznym zatem.</p>

<p>***</p>

<p>po operacjach obu oczu i dopasowaniu okularów nastąpiła u mnie czytelnicza eksplozja. mojej radości nie było końca! możecie wyobrazić sobie jak wyglądała kolejka rzeczy do przeczytania po długiej przerwie od czytania.
ostatnio zrobiłem małe podsumowanie tego, co od początku roku już pochłonąłem. tradycyjnie nie czytam wiedziony recenzjami i nowinkami wydawniczymi (z ewidentnie małymi wyjątkami, jeśli coś konkretnego naprawdę leży w obszarach moich zainteresowań), zatem nadrabiałem zaległości głównie z beletrystyki, non fiction, twardej SF/cyberpunka oraz historii.</p>

<p>pomimo tego, że czytam dużo, codziennie, intensywnie, wciąż rosną stosy rzeczy oczekujące na przeczytanie. to już się chyba nigdy nie zmieni.</p>

<p>jeśli chodzi o prasę, olałem kompletnie dzienniki (oprócz śląskiego <em>Dziennika Zachodniego</em>, po który sięgam wyłącznie w weekendy), z tygodników czytam tylko lokalną <em>Kronikę Beskidzką</em> i <em>Głos Ziemi Cieszyńskiej</em>. oprócz tego: <em>Nowa Fantastyka, Literatura na Świecie, Książki, Ruch Muzyczny</em> i (sporadycznie) <em>Odrę</em>.
dokarmiam się również podcastami analitycznymi i kanałami RSS</p>

<p>mimo tego, że radykalnie ograniczam dostęp do mojej głowy zalewowi gówna z zewnątrz i mocno selekcjonuję źródła informacji, nie mogę opędzić się od wrażenia, że <strong>NADMIAR</strong> jako taki charakteryzuje w dużej mierze każdą naszą próbę dotarcia do potrzebnych nam informacji.
nie chodzi tutaj wyłącznie o codzienny terror <em>breaking news</em> — zjawisko to ma swoje odzwierciedlenie również na rynku literackim. większość tzw. “księgarń”, to raczej sklepy z zabawkami, błyskotkami i kryminalno-obyczajowo-fantasy makulaturą. tzw. pisarki i pisarze (z drobnymi wyjątkami) rozpoznawani w przestrzeni publicznej, coraz częściej odjeżdżają w astralne przestrzenie spierdolenia, albo w tempie AI trzaskają 373986-tą część jakiegoś tam “cyklu”, byle opchnąć to gdzie byle, dopóki ktoś jeszcze sięga do “koszy z literaturą” (jakie to znamienne! heheheh) w supermarketach. szybciej, szybciej!</p>

<p>tam gdzie ciut niszowo, jeszcze nie jest tak tragicznie. zresztą nie jestem czarnowidzem, jeśli chodzi o literaturę i non fiction. literatura da sobie radę i my, jako czytelnicy:czki również.
wcale mnie owa niszowość nie jara, ale w PL, gdzie czytelnictwo wciąż jest egzotyką i szoruje po dnie, siłą rzeczy wpada się w niszę już przez sam fakt taszczenia ze sobą książek / czytników i pochłaniania kolejnych tomów.</p>

<p>***</p>

<p>kolejne wpisy powinny już wyglądać po ludzku; chcę unikać takiej wielotematycznej zlewni..</p>

<p>··· podkład muzyczny: NEUROSIS, CANCER BATS, KRABATHOR, STIFF LITTLE FINGERS, HOPE?, GRAVE</p>

<p> 
<div style="text-align: right">|discrust</div></p>
]]></content:encoded>
      <guid>https://discrust.diy.net.pl/blog/upalny-wylew-zbiorczy</guid>
      <pubDate>Thu, 20 Aug 2026 00:18:47 +0200</pubDate>
    </item>
    <item>
      <title>:: dziękuję!</title>
      <link>https://discrust.diy.net.pl/blog/dziekuje</link>
      <description>&lt;![CDATA[:: dziękuję!&#xA;&#xA;chcę podziękować Gustawowi, ekipie ze squatu Przychodnia,  wszystkim, którzy w czasie 161 Fest na Rozbracie i w czasie innych gigów wsparli moją zrzutkę oraz wszystkim anonimowym osobom pomagającym mi w zdrowieniu!&#xA;&#xA;każdy Wasz gest jest dla mnie wymierną pomocą i brak mi słów, aby wyrazić moją wdzięczność!&#xA;&#xA;&amp;nbsp;&#xD;&#xA;div style=&#34;text-align: right&#34;|discrust/div&#xD;&#xA;&#xD;&#xA;&#xD;&#xA;]]&gt;</description>
      <content:encoded><![CDATA[<h2 id="dziękuję">:: dziękuję!</h2>

<p>chcę podziękować <strong>Gustawowi</strong>, ekipie ze squatu <strong>Przychodnia</strong>,  wszystkim, którzy w czasie <strong>161 Fest</strong> na Rozbracie i w czasie innych gigów wsparli moją zrzutkę oraz wszystkim anonimowym osobom pomagającym mi w zdrowieniu!</p>

<p>każdy Wasz gest jest dla mnie wymierną pomocą i brak mi słów, aby wyrazić moją wdzięczność!</p>

<p> 
<div style="text-align: right">|discrust</div></p>
]]></content:encoded>
      <guid>https://discrust.diy.net.pl/blog/dziekuje</guid>
      <pubDate>Tue, 19 May 2026 17:29:57 +0200</pubDate>
    </item>
    <item>
      <title>:: yerba mate</title>
      <link>https://discrust.diy.net.pl/blog/yerba-mate</link>
      <description>&lt;![CDATA[:: yerba mate&#xA;&#xA;&amp;nbsp;&#xD;&#xA;div style=&#34;text-align: right&#34;|discrust/div&#xD;&#xA;&#xD;&#xA;&#xD;&#xA;]]&gt;</description>
      <content:encoded><![CDATA[<h2 id="yerba-mate">:: yerba mate</h2>

<p><a href="https://cloud.nove.team/apps/files_sharing/publicpreview/8gSm2AZJzDoF8fb?file=/&amp;fileId=105789&amp;x=1440&amp;y=2960&amp;a=true&amp;etag=a65b72096065b6e94b2eb8640d54c1fb" rel="nofollow"><img src="https://cloud.nove.team/apps/files_sharing/publicpreview/8gSm2AZJzDoF8fb?file=/&amp;fileId=105789&amp;x=1440&amp;y=2960&amp;a=true&amp;etag=a65b72096065b6e94b2eb8640d54c1fb" alt=""></a></p>

<p> 
<div style="text-align: right">|discrust</div></p>
]]></content:encoded>
      <guid>https://discrust.diy.net.pl/blog/yerba-mate</guid>
      <pubDate>Mon, 18 May 2026 06:21:09 +0200</pubDate>
    </item>
    <item>
      <title>:: DZIĘKUJĘ WAM!</title>
      <link>https://discrust.diy.net.pl/blog/dziekuje-wam</link>
      <description>&lt;![CDATA[:: DZIĘKUJĘ WAM!&#xA;&#xA;kiedy dowiedziałem się po sobotnim koncercie w Czeskim Cieszynie o tym, jak poszła zbiórka na moje leczenie, zatkało mnie i byłem w szoku!&#xA;nie spodziewałem się, że odzew wśród ludzi będzie tak ogromny! &#xA;&#xA;GELDSHIT, AM, THE NEUNIKEŠ, wszyscy starzy znajomi i ludzie na gigu zrobili mi OGROMNĄ niespodziankę — dzięki zebranym środkom, mogę spokojnie zaplanować sobie leczenie na najbliższe miesiące, nie musząc ograniczać się do podstawowych opatrunków.&#xA;ponadto stoję na pewniejszym gruncie jeśli chodzi dalsze plany leczenia nogi.&#xA;&#xA;w tą zbiórkę zaangażowało się mnóstwo osób i każdemu:ej chcę podziękować z całego serca! dziękuję także wszystkim osobom,  które do tej pory wpłacały na moją zrzutkę w necie! &#xA;oczywiście wielu z was znam osobiście, innych nie, ale gorąco dziękuję WSZYSTKIM!&#xA;&#xA;wierzę, że gdy stanę na nogi, zobaczymy się na jakimś koncercie i będę mógł was wszystkich  osobiście uściskać. będzie to również czas na to, abym to ja odwdzięczył się za okazaną mi pomoc, bo wokół nas zawsze znajdą się osoby potrzebujące wsparcia. &#xA;&#xA;jestem mega dumny z tego, że mam takich wspaniałych znajomych i że w tym naszym DIY HC/punk środowisku wciąż idea pomocy wzajemnej i solidarności jest tak silna i stanowi naturalny odruch ludzki! JESTEŚCIE WIELCY!&#xA;&#xA;zaglądajcie tutaj czasem. będę tu wrzucał informacje o tym jak idzie leczenie.&#xA;&#xA;DZIĘKI! 🖤❤️&#xA;&#xA;&amp;nbsp;&#xD;&#xA;div style=&#34;text-align: right&#34;|discrust/div&#xD;&#xA;&#xD;&#xA;&#xD;&#xA;]]&gt;</description>
      <content:encoded><![CDATA[<h2 id="dziękuję-wam">:: DZIĘKUJĘ WAM!</h2>

<p>kiedy dowiedziałem się po sobotnim koncercie w Czeskim Cieszynie o tym, jak poszła zbiórka na moje leczenie, <strong>zatkało mnie i byłem w szoku!</strong>
nie spodziewałem się, że odzew wśród ludzi będzie tak ogromny!</p>

<p>GELDSHIT, AM, THE NEUNIKEŠ, wszyscy starzy znajomi i ludzie na gigu zrobili mi OGROMNĄ niespodziankę — dzięki zebranym środkom, mogę spokojnie zaplanować sobie leczenie na najbliższe miesiące, nie musząc ograniczać się do podstawowych opatrunków.
ponadto stoję na pewniejszym gruncie jeśli chodzi dalsze plany leczenia nogi.</p>

<p>w tą zbiórkę zaangażowało się mnóstwo osób i każdemu:ej chcę podziękować z całego serca! dziękuję także wszystkim osobom,  które do tej pory wpłacały na moją zrzutkę w necie!
oczywiście wielu z was znam osobiście, innych nie, ale gorąco dziękuję WSZYSTKIM!</p>

<p>wierzę, że gdy stanę na nogi, zobaczymy się na jakimś koncercie i będę mógł was wszystkich  osobiście uściskać. będzie to również czas na to, abym to ja odwdzięczył się za okazaną mi pomoc, bo wokół nas zawsze znajdą się osoby potrzebujące wsparcia.</p>

<p>jestem mega dumny z tego, że mam takich wspaniałych znajomych i że w tym naszym DIY HC/punk środowisku wciąż idea pomocy wzajemnej i solidarności jest tak silna i stanowi naturalny odruch ludzki! JESTEŚCIE WIELCY!</p>

<p>zaglądajcie tutaj czasem. będę tu wrzucał informacje o tym jak idzie leczenie.</p>

<p>DZIĘKI! 🖤❤️</p>

<p> 
<div style="text-align: right">|discrust</div></p>
]]></content:encoded>
      <guid>https://discrust.diy.net.pl/blog/dziekuje-wam</guid>
      <pubDate>Mon, 09 Mar 2026 17:40:50 +0100</pubDate>
    </item>
    <item>
      <title>:: KONCERT • 07.03 — Bledý Úsvit / Blady Świt, Český Těšín</title>
      <link>https://discrust.diy.net.pl/blog/koncert-07-03-bledy-usvit-blady-swit-cesky-tesin</link>
      <description>&lt;![CDATA[:: KONCERT • 07.03 — Bledý Úsvit / Blady Świt, Český Těšín &#xA;&#xA;dzisiaj w Czeskim Cieszynie gig z okazji wydania płyty z kawałkami legendarnej kapeli z polsko-czeskiej Silesii — GELDSHIT!&#xA;&#xA;tak się składa, że GELDSHIT, to band bardzo bliskich mi ludzi, przyjaciół, z którymi przyszło mi przeżyć spory kawał mojego punkowego żywota.&#xA;mieszkałem w Czeskim Cieszynie,  gdy GELDSHIT grał najwięcej koncertów i był stałym elementem sceny HC/punk Śląska Cieszyńskiego i Moravského Slezska. był to również czas wolnościowego stowarzyszenia Liberte i rozmaitych działań anarchistycznych, kontrkulturowych.&#xA;jeździłem wtedy wraz z kapelą na koncerty, robiliśmy wiele fajnych rzeczy w Liberte — dobry czas!&#xA;&#xA;dziś GELDSHIT swoją płytą 2002-2008 przypomina swoje kawałki, przy których wszyscy wydzieraliśmy się na gigach. szczery chaos punk z prospołecznym i anarchistycznym, ale i osobistym przekazem. wstyd nie znać!&#xA;&#xA;dzisiejszy koncert w Bladym Świcie,  w Czeskim Cieszynie na pewno będzie zajebistą okazją,  aby przypomnieć sobie stare kawałki GELDSHITa i klimat sprzed lat.&#xA;&#xA;dla mnie osobiście super miłym akcentem tego wydarzenia jest fakt, że Kuba (wokal i gitara w GELDSHIT) oraz ekipa postanowili, że gig ten będzie również formą wsparcia dla mnie i mojego leczenia. &#xA;jestem im OGROMNIE wdzięczny — nie spodziewałem się takiej inicjatywy i tym bardziej jest mi miło, że starzy znajomi zdecydowali się na taki krok! nie będę tutaj wymieniał bliskich mi ludzi po obu stronach Olzy, z czesko-polskiej ekipy, z którą łączyło i łączy mnie tak wiele, bo nie chcę nikogo pominąć. &#xA;wszystkim bardzo,  bardzo dziękuję i życzę miłgo pogowania na dzisiejszym koncercie!&#xA;!--more--&#xA;&#xA;&amp;nbsp;&#xD;&#xA;div style=&#34;text-align: right&#34;|discrust/div&#xD;&#xA;&#xD;&#xA;&#xD;&#xA;]]&gt;</description>
      <content:encoded><![CDATA[<h2 id="koncert-07-03-bledý-úsvit-blady-świt-český-těšín">:: KONCERT • 07.03 — Bledý Úsvit / Blady Świt, Český Těšín</h2>

<p>dzisiaj w Czeskim Cieszynie gig z okazji wydania płyty z kawałkami legendarnej kapeli z polsko-czeskiej Silesii — GELDSHIT!</p>

<p>tak się składa, że GELDSHIT, to band bardzo bliskich mi ludzi, przyjaciół, z którymi przyszło mi przeżyć spory kawał mojego punkowego żywota.
mieszkałem w Czeskim Cieszynie,  gdy GELDSHIT grał najwięcej koncertów i był stałym elementem sceny HC/punk Śląska Cieszyńskiego i Moravského Slezska. był to również czas wolnościowego stowarzyszenia Liberte i rozmaitych działań anarchistycznych, kontrkulturowych.
jeździłem wtedy wraz z kapelą na koncerty, robiliśmy wiele fajnych rzeczy w Liberte — dobry czas!</p>

<p>dziś GELDSHIT swoją płytą <em>2002-2008</em> przypomina swoje kawałki, przy których wszyscy wydzieraliśmy się na gigach. szczery chaos punk z prospołecznym i anarchistycznym, ale i osobistym przekazem. wstyd nie znać!</p>

<p>dzisiejszy koncert w Bladym Świcie,  w Czeskim Cieszynie na pewno będzie zajebistą okazją,  aby przypomnieć sobie stare kawałki GELDSHITa i klimat sprzed lat.</p>

<p>dla mnie osobiście super miłym akcentem tego wydarzenia jest fakt, że Kuba (wokal i gitara w GELDSHIT) oraz ekipa postanowili, że gig ten będzie również formą wsparcia dla mnie i mojego leczenia.
jestem im OGROMNIE wdzięczny — nie spodziewałem się takiej inicjatywy i tym bardziej jest mi miło, że starzy znajomi zdecydowali się na taki krok! nie będę tutaj wymieniał bliskich mi ludzi po obu stronach Olzy, z czesko-polskiej ekipy, z którą łączyło i łączy mnie tak wiele, bo nie chcę nikogo pominąć.
<strong>wszystkim bardzo,  bardzo dziękuję i życzę miłgo pogowania na dzisiejszym koncercie!</strong>
</p>

<p><img src="https://cloud.nove.team/apps/files_sharing/publicpreview/5WjjjzTeaYbNSnL?file=/&amp;fileId=105572&amp;x=1440&amp;y=2960&amp;a=true&amp;etag=0a7c5ec69949f25f51bebb0609c388e0" alt=""></p>

<p> 
<div style="text-align: right">|discrust</div></p>
]]></content:encoded>
      <guid>https://discrust.diy.net.pl/blog/koncert-07-03-bledy-usvit-blady-swit-cesky-tesin</guid>
      <pubDate>Sat, 07 Mar 2026 08:07:53 +0100</pubDate>
    </item>
    <item>
      <title>:: dlaczego opuszczam Mastodona...</title>
      <link>https://discrust.diy.net.pl/blog/dlaczego-opuszczam-mastodona</link>
      <description>&lt;![CDATA[:: dlaczego opuszczam Mastodona... &#xA;&#xA;decyzję o opuszczeniu Mastodona podjąłem już jakiś czas temu. nie jest to zatem nic nowego, nagłego.&#xA;założyłem konto na Masto w 2018 roku. wcześniej, zanim Fediverse jako ekosystem pojawił się na horyzoncie, spędziłem parę lat na quitter.se, pump.io i na diasporze. wiedziałem zatem, czego się spodziewać, gdy zakładałem profil na chaos.social&#xA;&#xA;minęło ładnych parę lat i czuję, że nadszedł czas, aby wypisać się z codziennego rytuału scrollingu. &#xA;nigdy nie byłem uciekinierem z faceshitów, czy innych twitterów, a zdecentralizowane i otwartoźródłowe social media były moimi pierwszymi. &#xA;nie popadam w nostalgiczny ton, pt.: &#34;kiedyś to było&#34;, że GNUSocial, quitter, czy diaspora były autentycznie &#34;kameralnymi&#34; miejscami w necie, stanowiącymi jakiś tam zalążek alternatywnych sieci społecznościowych. owszem, tak było, niemniej głupio byłoby nie zauważać, że zmieniają się czasy, zmienia się internet, a wraz z nim, ludzkie przyzwyczajenia.&#xA;&#xA;od Mastodona (podobnie jak od w/w sieci, których używałem wcześniej) nie oczekiwałem wiele. traktowałem i traktuję je stricte instrumentalnie, jak narzędzie pozyskiwania ciekawych informacji, czy jak słup ogłoszeniowy. nigdy nie było to dla mnie miejsce do zawiązywania interakcji, kolekcjonowania znajomych, czy tworzenia sobie protez znajomości, a przynajmniej nie to stanowiło priotytet.&#xA;oczywiście nie ukrywam, że poznałem na Masto sporo ciekawych ludzi, którzy mają coś do powiedzenia / pokazania, bez debilnego ciśnienia na lajki, boosty, zasięgi. ludzie ci, wraz ze swoimi zainteresowaniami, przecinają gdzieś tam w przestrzeni orbity moich zainteresowań i pasji. i to jest bardzo fajne — w tym konkretnym obszarze Mastodon doskonale spełnia swoją rolę, jako sieć, którą jeszcze można nazwać społecznościową.&#xA;nie będę tu pisał o strukturze Fediverse, o instancjach i ActivityPub, bo po cholerę wałkować temat po raz setny; dość powiedzieć, że bardzo sobie cenię ten ekosystem i zapewne dlatego zahaczyłem się na Masto tak długo.&#xA;!--more--&#xA;jak każde miejsce w internecie współtworzone przez ludzi, również Mastodon podlega swoistym zmianom, trendom, &#34;ruchom tektonicznym&#34;. po kilku mniejszych czy większych exodusach z twittera, insta, czy faceshita, Mastodon zaroił się od ludzi, którzy siłą rzeczy wypełnili Masto kontentem i mentalem z bigtechowych antisocial rzeźni. nie była to zmiana skokowa, a raczej proces, który trwa do dziś.&#xA;z miesiąca na miesiąc przybywa na Mastodonie ultra trywialnych, infantylnych treści. śmieciowe wpisy o niczym — guma do żucia dla oczu, doskonała pasza do bezrefleksyjnego scrollingu.&#xA;&#xA;wieeem, mamy wyciszenia, mamy bloki. chcąc przykładowo widzieć boosty osób, które obserwujemy, powyższe narzędzia są absolutnie konieczne, aby nie zwariować, albo nie porzygać się z zażenowania.&#xA;jeszcze kilka lat temu, używałem wyciszeń kilka razy w miesiącu. w ostatnim czasie zdarzało mi się wyciszać / blokować kilka razy dziennie... &#xA;wyciszenia, to standard, jeśli chcemy zachować jako taką higienę w antyspołecznościowych sieciach; o ile Mastodon, jako część Fediverse, strukturalnie i &#34;ideowo&#34; jest świetnym, zdecentralizowanym rozwiązaniem, o tyle &#34;farsz&#34;, zawartość poszczególnych wpisów, to już domena użyszkodników.&#xA;&#xA;posty na Masto są coraz bardziej o niczym i takich właśnie jest coraz więcej. wielu ludzi żywi autentyczne przekonanie, że ich śniadanie, zakupy, czy ból paznokcia są istotną wiadomością dla nas wszystkich. ktoś powie: od tego są social media! może i tak, ale mi takie wysrywy kojarzą się raczej z bigtechowymi machinami od uzależnień, typu faceshit, X, threads, etc.&#xA;i znów — koło się zamyka, gdy w takich sytuacjach lecimy z wyciszeniami i blokami; bańka nam się coraz bardziej zmniejsza i w efekcie siedzimy w niej,  jak w klatce. gdzie tu przyjemność obcowania z treścią (nie mówiąc o ludziach)? &#xA;&#xA;opuszczam Masto, aby pozbyć się toksycznych, ogłupiających nawyków sprawdzania, co nowego na osi czasu, kto, co i gdzie napisał. ten mechanizm jest prostą drogą do uzależnienia, w którym tkwi znaczna część użytkowników social sieci; pod tym kątem, wszystkie one — włączając w nie Mastodona — są głęboko antisocial. &#xA;&#xA;opuszczam to miejsce również dlatego, że bańka, jaką sam przez lata tworzyłem sobie na Mastodonie, przestała być miejscem z ciekawymi informacjami, a stała się nużąco-wkurwiającą przestrzenią.&#xA;w jakiś magiczny sposób, ludzie w owej bańce stali się z czasem, jak odbitki na xero. tzw. lewacka bańka zadowala się gadaniem tak samo, o tym samym,  w tym samym gronie. do zrzygania. ten polityczny chów wsobny, to zawiesina z kilku sloganów, kilku person i kilku bohaterów świata polityki. &#xA;towarzystwo wzajemnie klepiących się pi pleckach, tuczących swoich nadwornych narcyzów, poprawnościowo zabetonowanych tak, aby nie przecisnęła się choćby jedna krytyczna myśl, mogąca zaburzyć to cudowne zakołysanie.&#xA;&#xA;zapewne to samo można powiedzieć o politycznych bańkach na Masto o innym zabarwieniu, co jeszcze bardziej zniechęca i sprawia, że chciałoby się zaczerpnąć świeżego powietrza. a świeże powietrze,  to nie zastąpienie Mastodona innym soc-sieciowym stymulantem — to zamknięcie za sobą drzwi i wyjście w real. tam, gdzie toczy się prawdziwe życie.&#xA;&#xA;osoby, które z uporem maniaka pragną stworzyć sobie tzw. &#34;bezpieczną przestrzeń&#34; w sieciach społecznościowych, ulegają złudnemu przekonaniu, że im bardziej hermetyczna bańka, tym większe poczucie bezpieczeństwa. tymczasem prawdziwe wyzwania, zagrożenia, szanse i buzująca kipiel życia, to real, a nie wygodna atrapa interakcji z ludźmi i proteza rzeczywistości, coraz częściej traktowana jak prawdziwe życie właśnie. &#xA;&#xA;permanentny odruch scrollowania, widoczny na każdym kroku (dom, ulica, praca, czas wolny...), jest znakiem tych zjebanych czasów ćpania śmieciowych treści. odspawanie smartfona od naszych rąk, to perspektywa życia, jaka przemawia do mnie o wiele bardziej, aniżeli najbardziej przyjazne nawet wizje sieci społecznościowych bez bigtechów i algorytmów.&#xA;&#xA;***&#xA;&#xA;serdecznie pozdrawiam wszystkich fajnych ludzi, których przez te lata poznałem na Mastodonie! z wieloma z was mam kontakt poza platformą, dzięki czemu te znajomości nie zanikną, a sporo z nich na pewno przejdzie do realu! &#xA;jeśli ktokolwiek z mastodonowych ludków ma ochotę na kontakt — zapraszam! nigdzie nie znikam, jestem dostępny.&#xA;&#xA;bardzo, bardzo dziękuję tym wszystkim, którzy przez cały ten czas pomagają mi w zdrowieniu i wspierają moją walkę z chorobą! zetknąłem się na Masto z wieloma gestami dobra i sam staram się,  na miarę możliwości, odwzajemniać owe gesty! pomoc wzajemna, to nasza broń i filar ludzkich odruchów w tych zjebanych czasach! &#xA;&#xA;pozostaję w sferze Fediverse na blogu, pixelfedzie oraz na stronie mojego podcastu (który najpewniej wiosną uda mi się odhibernować)...&#xA;jako że profil tego bloga na Mastodonie jest z mojej strony bezobsługowy, pozostawiam go — można zaobserwować go w każdej chwili:&#xA;&#xA;@blog@discrust.diy.net.pl&#xA;&#xA;ponadto jestem stale obecny w tym spokojniejszym i bardziej strawnym kawałku internetu, jakim jest protokół Gemini — zapraszam do mojej kapsuły:&#xA;&#xA;gemini://nuclear.diy.net.pl&#xA;&#xA;trzymajcie się! &#xA;&#xA;linki + kontakt ze mną&#xA;&#xA;&amp;nbsp;&#xD;&#xA;div style=&#34;text-align: right&#34;|discrust/div&#xD;&#xA;&#xD;&#xA;&#xD;&#xA;]]&gt;</description>
      <content:encoded><![CDATA[<h2 id="dlaczego-opuszczam-mastodona">:: dlaczego opuszczam Mastodona...</h2>

<p>decyzję o opuszczeniu Mastodona podjąłem już jakiś czas temu. nie jest to zatem nic nowego, nagłego.
założyłem konto na Masto w 2018 roku. wcześniej, zanim Fediverse jako ekosystem pojawił się na horyzoncie, spędziłem parę lat na quitter.se, pump.io i na diasporze*. wiedziałem zatem, czego się spodziewać, gdy zakładałem profil na chaos.social</p>

<p>minęło ładnych parę lat i czuję, że nadszedł czas, aby wypisać się z codziennego rytuału scrollingu.
nigdy nie byłem uciekinierem z faceshitów, czy innych twitterów, a zdecentralizowane i otwartoźródłowe social media były moimi pierwszymi.
nie popadam w nostalgiczny ton, pt.: “kiedyś to było”, że GNUSocial, quitter, czy diaspora* były autentycznie “kameralnymi” miejscami w necie, stanowiącymi jakiś tam zalążek alternatywnych sieci społecznościowych. owszem, tak było, niemniej głupio byłoby nie zauważać, że zmieniają się czasy, zmienia się internet, a wraz z nim, ludzkie przyzwyczajenia.</p>

<p>od Mastodona (podobnie jak od w/w sieci, których używałem wcześniej) nie oczekiwałem wiele. traktowałem i traktuję je stricte instrumentalnie, jak narzędzie pozyskiwania ciekawych informacji, czy jak słup ogłoszeniowy. nigdy nie było to dla mnie miejsce do zawiązywania interakcji, kolekcjonowania znajomych, czy tworzenia sobie protez znajomości, a przynajmniej nie to stanowiło priotytet.
oczywiście nie ukrywam, że poznałem na Masto sporo ciekawych ludzi, którzy mają coś do powiedzenia / pokazania, bez debilnego ciśnienia na lajki, boosty, zasięgi. ludzie ci, wraz ze swoimi zainteresowaniami, przecinają gdzieś tam w przestrzeni orbity moich zainteresowań i pasji. i to jest bardzo fajne — w tym konkretnym obszarze Mastodon doskonale spełnia swoją rolę, jako sieć, którą jeszcze można nazwać społecznościową.
nie będę tu pisał o strukturze Fediverse, o instancjach i ActivityPub, bo po cholerę wałkować temat po raz setny; dość powiedzieć, że bardzo sobie cenię ten ekosystem i zapewne dlatego zahaczyłem się na Masto tak długo.

jak każde miejsce w internecie współtworzone przez ludzi, również Mastodon podlega swoistym zmianom, trendom, “ruchom tektonicznym”. po kilku mniejszych czy większych exodusach z twittera, insta, czy faceshita, Mastodon zaroił się od ludzi, którzy siłą rzeczy wypełnili Masto kontentem i mentalem z bigtechowych antisocial rzeźni. nie była to zmiana skokowa, a raczej proces, który trwa do dziś.
z miesiąca na miesiąc przybywa na Mastodonie ultra trywialnych, infantylnych treści. śmieciowe wpisy o niczym — guma do żucia dla oczu, doskonała pasza do bezrefleksyjnego scrollingu.</p>

<p>wieeem, mamy wyciszenia, mamy bloki. chcąc przykładowo widzieć boosty osób, które obserwujemy, powyższe narzędzia są absolutnie konieczne, aby nie zwariować, albo nie porzygać się z zażenowania.
jeszcze kilka lat temu, używałem wyciszeń kilka razy w miesiącu. w ostatnim czasie zdarzało mi się wyciszać / blokować kilka razy dziennie...
wyciszenia, to standard, jeśli chcemy zachować jako taką higienę w antyspołecznościowych sieciach; o ile Mastodon, jako część Fediverse, strukturalnie i “ideowo” jest świetnym, zdecentralizowanym rozwiązaniem, o tyle “farsz”, zawartość poszczególnych wpisów, to już domena użyszkodników.</p>

<p>posty na Masto są coraz bardziej o niczym i takich właśnie jest coraz więcej. wielu ludzi żywi autentyczne przekonanie, że ich śniadanie, zakupy, czy ból paznokcia są istotną wiadomością dla nas wszystkich. ktoś powie: od tego są social media! może i tak, ale mi takie wysrywy kojarzą się raczej z bigtechowymi machinami od uzależnień, typu faceshit, X, threads, etc.
i znów — koło się zamyka, gdy w takich sytuacjach lecimy z wyciszeniami i blokami; bańka nam się coraz bardziej zmniejsza i w efekcie siedzimy w niej,  jak w klatce. gdzie tu przyjemność obcowania z treścią (nie mówiąc o ludziach)?</p>

<p>opuszczam Masto, aby pozbyć się toksycznych, ogłupiających nawyków sprawdzania, co nowego na osi czasu, kto, co i gdzie napisał. ten mechanizm jest prostą drogą do uzależnienia, w którym tkwi znaczna część użytkowników social sieci; pod tym kątem, wszystkie one — włączając w nie Mastodona — są głęboko antisocial.</p>

<p>opuszczam to miejsce również dlatego, że bańka, jaką sam przez lata tworzyłem sobie na Mastodonie, przestała być miejscem z ciekawymi informacjami, a stała się nużąco-wkurwiającą przestrzenią.
w jakiś magiczny sposób, ludzie w owej bańce stali się z czasem, jak odbitki na xero. tzw. lewacka bańka zadowala się gadaniem tak samo, o tym samym,  w tym samym gronie. do zrzygania. ten polityczny chów wsobny, to zawiesina z kilku sloganów, kilku person i kilku bohaterów świata polityki.
towarzystwo wzajemnie klepiących się pi pleckach, tuczących swoich nadwornych narcyzów, poprawnościowo zabetonowanych tak, aby nie przecisnęła się choćby jedna krytyczna myśl, mogąca zaburzyć to cudowne zakołysanie.</p>

<p>zapewne to samo można powiedzieć o politycznych bańkach na Masto o innym zabarwieniu, co jeszcze bardziej zniechęca i sprawia, że chciałoby się zaczerpnąć świeżego powietrza. a świeże powietrze,  to nie zastąpienie Mastodona innym soc-sieciowym stymulantem — to zamknięcie za sobą drzwi i wyjście w real. tam, gdzie toczy się prawdziwe życie.</p>

<p>osoby, które z uporem maniaka pragną stworzyć sobie tzw. “bezpieczną przestrzeń” w sieciach społecznościowych, ulegają złudnemu przekonaniu, że im bardziej hermetyczna bańka, tym większe poczucie bezpieczeństwa. tymczasem prawdziwe wyzwania, zagrożenia, szanse i buzująca kipiel życia, to real, a nie wygodna atrapa interakcji z ludźmi i proteza rzeczywistości, coraz częściej traktowana jak prawdziwe życie właśnie.</p>

<p>permanentny odruch scrollowania, widoczny na każdym kroku (dom, ulica, praca, czas wolny...), jest znakiem tych zjebanych czasów ćpania śmieciowych treści. odspawanie smartfona od naszych rąk, to perspektywa życia, jaka przemawia do mnie o wiele bardziej, aniżeli najbardziej przyjazne nawet wizje sieci społecznościowych bez bigtechów i algorytmów.</p>

<p>***</p>

<p>serdecznie pozdrawiam wszystkich fajnych ludzi, których przez te lata poznałem na Mastodonie! z wieloma z was mam kontakt poza platformą, dzięki czemu te znajomości nie zanikną, a sporo z nich na pewno przejdzie do realu!
jeśli ktokolwiek z mastodonowych ludków ma ochotę na kontakt — zapraszam! nigdzie nie znikam, jestem dostępny.</p>

<p>bardzo, bardzo dziękuję tym wszystkim, którzy przez cały ten czas pomagają mi w zdrowieniu i wspierają moją walkę z chorobą! zetknąłem się na Masto z wieloma gestami dobra i sam staram się,  na miarę możliwości, odwzajemniać owe gesty! pomoc wzajemna, to nasza broń i filar ludzkich odruchów w tych zjebanych czasach!</p>

<p>pozostaję w sferze Fediverse na blogu, pixelfedzie oraz na stronie mojego podcastu (który najpewniej wiosną uda mi się odhibernować)...
jako że profil tego bloga na Mastodonie jest z mojej strony bezobsługowy, pozostawiam go — można zaobserwować go w każdej chwili:</p>

<p><a href="https://discrust.diy.net.pl/@/blog@discrust.diy.net.pl" class="u-url mention" rel="nofollow">@<span>blog@discrust.diy.net.pl</span></a></p>

<p>ponadto jestem stale obecny w tym spokojniejszym i bardziej strawnym kawałku internetu, jakim jest protokół Gemini — zapraszam do mojej kapsuły:</p>

<p>gemini://nuclear.diy.net.pl</p>

<p>trzymajcie się!</p>

<p><a href="https://discrust.diy.net.pl/blog/intro-kontakt" rel="nofollow">linki + kontakt ze mną</a></p>

<p> 
<div style="text-align: right">|discrust</div></p>
]]></content:encoded>
      <guid>https://discrust.diy.net.pl/blog/dlaczego-opuszczam-mastodona</guid>
      <pubDate>Mon, 12 Jan 2026 10:10:30 +0100</pubDate>
    </item>
    <item>
      <title>:: smoła</title>
      <link>https://discrust.diy.net.pl/blog/smola</link>
      <description>&lt;![CDATA[:: smoła&#xA;&#xA;oczy otwarte, czy zamknięte — bez pieprzonej różnicy. przez skołatany łeb przewalają się postrzępione zdania i akapity z Lema, Sontag, Kirkegaarda, Jelinek.&#xA;kawiarka bulgocze, gdy szpile zimnego powietrza wbijają się w kręgosłup; otwarte okno o piątej rano,  jak niechciana  akupunktura.&#xA;w tle szumi Vltava, ta radiowa —  zjebane poranki wypełnione są szumami wszelakimi. mało urokliwymi, dochodzącymi z zakamarków, zza ścian, zza okna. codzienny syk, trzask, jęk, wydech...&#xA;&#xA;smoła oblepia podniebienie i język. miło i gęsto. nikną we tej smole smaki wszelakie, świat niknie, na cztery spusty zatrzaśnięty.&#xA;w obawie przed matactwem, nie wypuszczają cię na zewnątrz, nie pozwalają na ławce w parku usiąść, przewietrzyć myślolabirynty. rzucasz więc kostkami i losujesz,  co czytać. &#xA;!--more--&#xA;wypluj tę truciznę.&#xA;&#xA;••• podkład muzyczny: GODFLESH, NEUROSIS,  LUSTMORD&#xA;&#xA;&amp;nbsp;&#xD;&#xA;div style=&#34;text-align: right&#34;|discrust/div&#xD;&#xA;&#xD;&#xA;&#xD;&#xA;]]&gt;</description>
      <content:encoded><![CDATA[<h2 id="smoła">:: smoła</h2>

<p>oczy otwarte, czy zamknięte — bez pieprzonej różnicy. przez skołatany łeb przewalają się postrzępione zdania i akapity z Lema, Sontag, Kirkegaarda, Jelinek.
kawiarka bulgocze, gdy szpile zimnego powietrza wbijają się w kręgosłup; otwarte okno o piątej rano,  jak niechciana  akupunktura.
w tle szumi Vltava, ta radiowa —  zjebane poranki wypełnione są szumami wszelakimi. mało urokliwymi, dochodzącymi z zakamarków, zza ścian, zza okna. codzienny syk, trzask, jęk, wydech...</p>

<p>smoła oblepia podniebienie i język. miło i gęsto. nikną we tej smole smaki wszelakie, świat niknie, na cztery spusty zatrzaśnięty.
w obawie przed matactwem, nie wypuszczają cię na zewnątrz, nie pozwalają na ławce w parku usiąść, przewietrzyć myślolabirynty. rzucasz więc kostkami i losujesz,  co czytać.

wypluj tę truciznę.</p>

<p>••• podkład muzyczny: GODFLESH, NEUROSIS,  LUSTMORD</p>

<p> 
<div style="text-align: right">|discrust</div></p>
]]></content:encoded>
      <guid>https://discrust.diy.net.pl/blog/smola</guid>
      <pubDate>Wed, 22 Oct 2025 15:20:51 +0200</pubDate>
    </item>
    <item>
      <title>:: Ondřej</title>
      <link>https://discrust.diy.net.pl/blog/ondrej</link>
      <description>&lt;![CDATA[:: Ondřej &#xA;&#xA;na Gliwickiej żużlowe brzęczenie, powietrze w zastoju, a popołudniowy, duszny woal pozwala jedynie na półoddechy. &#xA;jeśli tylko możesz, ukryj się w knajpie z klimą, wypij mrożoną kawę, albo wodę z cytryną! -- słyszę jej głos w słuchawce. głos pełen udawanej beztroski i zmęczenia. głos ledwo maskujący pretensje, że nie zostałem w domu, że nie będzie mnie na grillu z weekendowymi korpo-rewolucjonistami w nowiutkich koszulkach z lewackiej szmaty. &#xA;nie będzie mnie, bo mam zgagę od grillowanego kabaczka w marynacie. i wysypkę wkurwów od dywagacji obcych mi snobów poprzebieranych za klasę ludową (bo robotnicza nie przechodzi im przez gardła). &#xA;&#xA;w tym szynku nigdy nie było takich wynalazków, jak mrożona kawa, ale sporo się tu zmieniło w ostatnich latach. piję półchciwie, żeby szybko nie osuszyć szklanki, a kostki lodu stukają o szkło. &#xA;w telewizorze pod sufitem transmisja tego samego żużlowego meczu, który odbywa się kilkaset metrów stąd. jest i klima. jest barmanka o bardzo ładnej, smutnej twarzy. są chopy wgapione w krążące na ekranie motocykle i wlewający w siebie tyskie. &#xA;&#xA;pojadę dziś do Ostravy, na grób pana Ondřeja.&#xA;Ondřej malował widokówki i miniaturowe obrazki, które pokrywał bezbarwnym lakierem i rozdawał  znajomym, a obcym sprzedawał za parę koron.&#xA;budynki walcowni, kopalniane szyby, kościoły i puste niedzielne ulice; ludzie mówili, że Ondřej namalował całe Vítkovice, a jego miniaturki wisiały w niejednej ostrawskiej hospodzie. ileż tych jego widokówek musiało wisieć na słomianych matach, w czechosłowackich domach, ile leży do dziś na strychach, w pudełkach po czekoladkach!&#xA;!--more--&#xA;proszę jeszcze barmankę o parę kostek lodu do mojego termicznego kubka, zalewam je w kiblu kranówą i wychodzę na ten dziki skwar.&#xA;ruszam w kierunku czeskiej granicy, nie spiesząc się -- po cóż spieszyć się do zmarłego?&#xA;puszczam UŽ JSME DOMA, uchylam okna, łapiąc nieco chłodniejsze podmuchy powietrza. &#xA;&#xA;na tydzień przed śmiercią, pan Ondřej wsiadł w pociąg i wcześnie rano pojechał do Polski. namalował tam obrazek ze strzelistym szybem kopalni i niebem zasnutym czarnymi chmurami.&#xA;wrócił wieczorem do Ostravy i dwa dni później pokrył obrazek lakierem. tego dnia nie dopił herbaty z rumem, którą zwykł sobie robić po obiedzie.&#xA;na ulicy Lipovej słychać już było karetkę jadącą na sygnale. &#xA;pan Ondřej zmarł na zawał, zanim dowieziono go do szpitala... &#xA;&#xA;spojrzałem odruchowo na siedzenie obok. leżał tam obrazek pokryty bezbarwną warstwą lakieru, na odwrocie którego nieporadnym, koślawym pismem napisano: Katovice -- Polsko&#xA;&#xA;&amp;nbsp;&#xD;&#xA;div style=&#34;text-align: right&#34;|discrust/div&#xD;&#xA;&#xD;&#xA;&#xD;&#xA;]]&gt;</description>
      <content:encoded><![CDATA[<h2 id="ondřej">:: Ondřej</h2>

<p>na Gliwickiej żużlowe brzęczenie, powietrze w zastoju, a popołudniowy, duszny woal pozwala jedynie na półoddechy.
<em>jeśli tylko możesz, ukryj się w knajpie z klimą, wypij mrożoną kawę, albo wodę z cytryną!</em> — słyszę jej głos w słuchawce. głos pełen udawanej beztroski i zmęczenia. głos ledwo maskujący pretensje, że nie zostałem w domu, że nie będzie mnie na grillu z weekendowymi korpo-rewolucjonistami w nowiutkich koszulkach z lewackiej szmaty.
nie będzie mnie, bo mam zgagę od grillowanego kabaczka w marynacie. i wysypkę wkurwów od dywagacji obcych mi snobów poprzebieranych za klasę ludową (bo robotnicza nie przechodzi im przez gardła).</p>

<p>w tym szynku nigdy nie było takich wynalazków, jak mrożona kawa, ale sporo się tu zmieniło w ostatnich latach. piję półchciwie, żeby szybko nie osuszyć szklanki, a kostki lodu stukają o szkło.
w telewizorze pod sufitem transmisja tego samego żużlowego meczu, który odbywa się kilkaset metrów stąd. jest i klima. jest barmanka o bardzo ładnej, smutnej twarzy. są chopy wgapione w krążące na ekranie motocykle i wlewający w siebie tyskie.</p>

<p>pojadę dziś do Ostravy, na grób pana Ondřeja.
Ondřej malował widokówki i miniaturowe obrazki, które pokrywał bezbarwnym lakierem i rozdawał  znajomym, a obcym sprzedawał za parę koron.
budynki walcowni, kopalniane szyby, kościoły i puste niedzielne ulice; ludzie mówili, że Ondřej namalował całe Vítkovice, a jego miniaturki wisiały w niejednej ostrawskiej hospodzie. ileż tych jego widokówek musiało wisieć na słomianych matach, w czechosłowackich domach, ile leży do dziś na strychach, w pudełkach po czekoladkach!

proszę jeszcze barmankę o parę kostek lodu do mojego termicznego kubka, zalewam je w kiblu kranówą i wychodzę na ten dziki skwar.
ruszam w kierunku czeskiej granicy, nie spiesząc się — po cóż spieszyć się do zmarłego?
puszczam UŽ JSME DOMA, uchylam okna, łapiąc nieco chłodniejsze podmuchy powietrza.</p>

<p>na tydzień przed śmiercią, pan Ondřej wsiadł w pociąg i wcześnie rano pojechał do Polski. namalował tam obrazek ze strzelistym szybem kopalni i niebem zasnutym czarnymi chmurami.
wrócił wieczorem do Ostravy i dwa dni później pokrył obrazek lakierem. tego dnia nie dopił herbaty z rumem, którą zwykł sobie robić po obiedzie.
na ulicy Lipovej słychać już było karetkę jadącą na sygnale.
pan Ondřej zmarł na zawał, zanim dowieziono go do szpitala...</p>

<p>spojrzałem odruchowo na siedzenie obok. leżał tam obrazek pokryty bezbarwną warstwą lakieru, na odwrocie którego nieporadnym, koślawym pismem napisano: <strong>Katovice — Polsko</strong></p>

<p> 
<div style="text-align: right">|discrust</div></p>
]]></content:encoded>
      <guid>https://discrust.diy.net.pl/blog/ondrej</guid>
      <pubDate>Sat, 09 Aug 2025 20:41:13 +0200</pubDate>
    </item>
    <item>
      <title>:: total minimal</title>
      <link>https://discrust.diy.net.pl/blog/total-minimal</link>
      <description>&lt;![CDATA[:: total minimal&#xA;&#xA;  tekst pierwotnie ukazał się na mojej kapsułe Gemini:&#xA;gemini://nuclear.diy.net.pl &#xA;&#xA;paradygmat &#34;bycia w sieci&#34;, jakkolwiek różnorodnie pojmowany, sprowadza się generalnie do (przemożnej) chęci pozostawianią własnych ślimaczych śladów na powierzchni internetu.&#xA;mniejsza o atencję, ekshibicjonizm i inne powody, dla których koniecznie chcemy w sieci być tak, aby choć garstka ludzi naszą bytność zauważyła...&#xA;&#xA;nie jest to tekst o tym, jak opuścić faceshita, X, czy insta, bo big-tech chlewnia leży kompletnie poza obszarem mojego zainteresowania. chodzi o świadome ograniczenie pojawiania się w necie, również w obszarach FOSS. chodzi o totalną dekonstrukcję tego paradygmatu, gdzie właśnie nie atencja, lajki i zasięgi są jakimś celem, lecz przede wszystkim skupienie się na odbiorcach w danym gronie i nieśpieszne pielęgnowanie interakcji, bez ciśnienia i maksymalizacji narzędzi i treści.&#xA;&#xA;takie podejście stoi raczej w sprzeczności z filozofią działania większości antisocial mediów (wliczając w to np. Mastodona); to PRZESYT natłokiem i ilością śmiecia w necie motywuje mnie do kroków w stronę &#34;total minimal&#34;.&#xA;!--more--&#xA;znikanie z netu, z konkretnych miejsc, jest procesem do bólu indywidualnym i nie ma tutaj żadnego &#34;złotego środka&#34;. każdy:a ma swój wór pełen kont na takich, czy innych platformach. ich skasowanie / wyciszenie / zamrożenie, to niejako pierwszy krok. bo tak. naprawdę cała radocha że znikania z sieci zaczyna się potem; &#xA;okazuje się, że mamy w cholerę czasu na rzeczy ważne i duperele w realu, dzień rozkłada nam się w zupełnie inny sposób, okazuje się że możemy zmieścić w nim spacer, książkę, zajęcie się sobą, bliskimi, albo uprawiamy lenistwo na zupełnie innym levelu. &#xA;&#xA;nie będę odkrywał Ameryki, pisząc tutaj o dobroczynnych skutkach internetowego detoxu, bo są to rzeczy oczywiste i powszechnie znane. warto jednak obalić pewien mit odnoszący się do tych, którzy rękami i nogami bronią się przed ograniczeniem bytności w necie, zapewniając siebie i wszystkich wokół, że oni absolutnie potrzebują tego, czy tamtego konta.. pojawiają się argumenty o niezbędnych kontaktach, pracy etc. &#xA;prawda jest jednak taka, że olbrzymia większość ludzi jest jest zwyczajnie uzależniona, a te wszystkie &#34;absolutne konieczności&#34;, to bajdurzenia internetowego ćpuna. &#xA;&#xA;co zostawić, a co wywalić? tylko ty znasz odpowiedź na to pytanie. ja sam chciałbym ograniczyć się do kilku narzędzi:&#xA;&#xA;blog na własnej instancji WriteFreely;&#xA;kapsuła Gemini;&#xA;XMPP / Delta Chat - do kontaktu z bliskimi i ludźmi, których lubię;&#xA;email - uniwersalny sposób na kontakt ze wszystkimi innymi (+ listy mailingowe)&#xA;RSS - własne, zweryfikowane, (w miarę) zaufane źródła informacji. &#xA;&#xA;tyle wystarczy. więcej nie trzeba. jest to kwestia odpowiedzenia sobie na pytanie: czym chcę się dzielić z innymi w necie i czego potrzebuję na co dzień, aby z tego netu wyssać?&#xA; &#xA;zrezygnowanie z wszelkich osi czasu scrollowsnych w nieskończoność jest, z punktu widzenia &#34;total minimal&#34;, bardzo pożądanym krokiem. uwierzcie, że wysupłanie z gąszczu np. Fediverse grona naprawdę dobrych znajomych i &#34;przerzucenie&#34; ich na kontakt mailowy lib przez XMPP (Delta Chat, Matrix, Signál - co kto woli..) pozwala poznać tych ludzi o wiele lepiej, niż poprzez scrollowanie ich wpisów w antisocial mediach. trzeba tylko chcieć - to kluczowe.&#xA; &#xA;kalkulacja jest prosta: znikamy z netu głównie po to, aby wrócić do realu. jak dla mnie to kwestia zasadnicza. &#xA;książki, pies, przyjaciele, weekend w górach, w lesie, na rowerze, to ZAWSZE lepsze opcje, aniżeli (z)gnicie w internecie w objęciach powtarzalnych, ogłupiających czynności. &#xA;&#xA;ponadto przekonanie, że TRZEBA być zawsze online i trzymać łapę na ekranie smartfona jest i nieprawdziwe i głupie. telefon i SMS również istnieją, o czym wielu zdaje się zapominać. &#xA;&#xA;wypisujemy się z globalnego scrollowania i okazuje się, że mamy nie tylko więcej czasu, ale i lżejszy łeb. myśli się jaśniej. świadomie przeżywamy to, co daje nam real i my dajemy w realu to, co w nas siedzi, a czego albo nie zauwazalismy, albo nie opiekowaliśmy się sobą na tyle, aby odkryć gdzieś tam w środku własne zdolności i atuty. &#xA;&#xA;elementarny plusem &#34;total minimal&#34; jest radykalne odseparowanie się od oceanu debilizmu i gówna w sieci. tresowanie zwojów mózgowych do rzeczy bardziej złożonych, niż memy i klikbajtowe tytuły. &#xA;&#xA;dlaczego w mojej konfiguracji znikania z netu pozostawiłem kapsułę Gemini? bo Gemini, to ta cześć internetu, która doskonale odpowiada na potrzeby chcących być online poza głównym ściekiem. &#xA;&#xA;życzę owocnego znikania z netu i pojawiania się w realu! życie chłoszcze, ale jest o niebo ciekawsze w realu, niż substytuty i atrapy przyjaźni z netu, niż morze śmieciowych informacji,&#xA;&#xA;&amp;nbsp;&#xD;&#xA;div style=&#34;text-align: right&#34;|discrust/div&#xD;&#xA;&#xD;&#xA;&#xD;&#xA;]]&gt;</description>
      <content:encoded><![CDATA[<h2 id="total-minimal">:: total minimal</h2>

<blockquote><p><strong>tekst pierwotnie ukazał się na mojej kapsułe Gemini:</strong>
gemini://nuclear.diy.net.pl</p></blockquote>

<p>paradygmat “bycia w sieci”, jakkolwiek różnorodnie pojmowany, sprowadza się generalnie do (przemożnej) chęci pozostawianią własnych ślimaczych śladów na powierzchni internetu.
mniejsza o atencję, ekshibicjonizm i inne powody, dla których koniecznie chcemy w sieci być tak, aby choć garstka ludzi naszą bytność zauważyła...</p>

<p>nie jest to tekst o tym, jak opuścić faceshita, X, czy insta, bo big-tech chlewnia leży kompletnie poza obszarem mojego zainteresowania. chodzi o świadome ograniczenie pojawiania się w necie, również w obszarach FOSS. chodzi o totalną dekonstrukcję tego paradygmatu, gdzie właśnie nie atencja, lajki i zasięgi są jakimś celem, lecz przede wszystkim skupienie się na odbiorcach w danym gronie i nieśpieszne pielęgnowanie interakcji, bez ciśnienia i maksymalizacji narzędzi i treści.</p>

<p>takie podejście stoi raczej w sprzeczności z filozofią działania większości antisocial mediów (wliczając w to np. Mastodona); to PRZESYT natłokiem i ilością śmiecia w necie motywuje mnie do kroków w stronę “total minimal”.

znikanie z netu, z konkretnych miejsc, jest procesem do bólu indywidualnym i nie ma tutaj żadnego “złotego środka”. każdy:a ma swój wór pełen kont na takich, czy innych platformach. ich skasowanie / wyciszenie / zamrożenie, to niejako pierwszy krok. bo tak. naprawdę cała radocha że znikania z sieci zaczyna się potem;
okazuje się, że mamy w cholerę czasu na rzeczy ważne i duperele w realu, dzień rozkłada nam się w zupełnie inny sposób, okazuje się że możemy zmieścić w nim spacer, książkę, zajęcie się sobą, bliskimi, albo uprawiamy lenistwo na zupełnie innym levelu.</p>

<p>nie będę odkrywał Ameryki, pisząc tutaj o dobroczynnych skutkach internetowego detoxu, bo są to rzeczy oczywiste i powszechnie znane. warto jednak obalić pewien mit odnoszący się do tych, którzy rękami i nogami bronią się przed ograniczeniem bytności w necie, zapewniając siebie i wszystkich wokół, że oni absolutnie potrzebują tego, czy tamtego konta.. pojawiają się argumenty o niezbędnych kontaktach, pracy etc.
prawda jest jednak taka, że olbrzymia większość ludzi jest jest zwyczajnie uzależniona, a te wszystkie “absolutne konieczności”, to bajdurzenia internetowego ćpuna.</p>

<p>co zostawić, a co wywalić? tylko ty znasz odpowiedź na to pytanie. ja sam chciałbym ograniczyć się do kilku narzędzi:</p>
<ul><li>blog na własnej instancji WriteFreely;</li>
<li>kapsuła Gemini;</li>
<li>XMPP / Delta Chat – do kontaktu z bliskimi i ludźmi, których lubię;</li>
<li>email – uniwersalny sposób na kontakt ze wszystkimi innymi (+ listy mailingowe)</li>
<li>RSS – własne, zweryfikowane, (w miarę) zaufane źródła informacji.</li></ul>

<p>tyle wystarczy. więcej nie trzeba. jest to kwestia odpowiedzenia sobie na pytanie: czym chcę się dzielić z innymi w necie i czego potrzebuję na co dzień, aby z tego netu wyssać?</p>

<p>zrezygnowanie z wszelkich osi czasu scrollowsnych w nieskończoność jest, z punktu widzenia “total minimal”, bardzo pożądanym krokiem. uwierzcie, że wysupłanie z gąszczu np. Fediverse grona naprawdę dobrych znajomych i “przerzucenie” ich na kontakt mailowy lib przez XMPP (Delta Chat, Matrix, Signál – co kto woli..) pozwala poznać tych ludzi o wiele lepiej, niż poprzez scrollowanie ich wpisów w antisocial mediach. trzeba tylko chcieć – to kluczowe.</p>

<p>kalkulacja jest prosta: znikamy z netu głównie po to, aby wrócić do realu. jak dla mnie to kwestia zasadnicza.
książki, pies, przyjaciele, weekend w górach, w lesie, na rowerze, to ZAWSZE lepsze opcje, aniżeli (z)gnicie w internecie w objęciach powtarzalnych, ogłupiających czynności.</p>

<p>ponadto przekonanie, że TRZEBA być zawsze online i trzymać łapę na ekranie smartfona jest i nieprawdziwe i głupie. telefon i SMS również istnieją, o czym wielu zdaje się zapominać.</p>

<p>wypisujemy się z globalnego scrollowania i okazuje się, że mamy nie tylko więcej czasu, ale i lżejszy łeb. myśli się jaśniej. świadomie przeżywamy to, co daje nam real i my dajemy w realu to, co w nas siedzi, a czego albo nie zauwazalismy, albo nie opiekowaliśmy się sobą na tyle, aby odkryć gdzieś tam w środku własne zdolności i atuty.</p>

<p>elementarny plusem “total minimal” jest radykalne odseparowanie się od oceanu debilizmu i gówna w sieci. tresowanie zwojów mózgowych do rzeczy bardziej złożonych, niż memy i klikbajtowe tytuły.</p>

<p>dlaczego w mojej konfiguracji znikania z netu pozostawiłem kapsułę Gemini? bo Gemini, to ta cześć internetu, która doskonale odpowiada na potrzeby chcących być online poza głównym ściekiem.</p>

<p>życzę owocnego znikania z netu i pojawiania się w realu! życie chłoszcze, ale jest o niebo ciekawsze w realu, niż substytuty i atrapy przyjaźni z netu, niż morze śmieciowych informacji,</p>

<p> 
<div style="text-align: right">|discrust</div></p>
]]></content:encoded>
      <guid>https://discrust.diy.net.pl/blog/total-minimal</guid>
      <pubDate>Fri, 25 Jul 2025 09:55:46 +0200</pubDate>
    </item>
  </channel>
</rss>